gratajemnicPomimo sukcesów na polu naukowym życie Alana Turinga nie przyniosło Mu zbyt wiele satysfakcji, zwłaszcza na płaszczyźnie osobistej. Na zewnątrz był zarozumiałym, pewnym siebie naukowcem, wewnątrz zaś przygnębionym, samotnym mężczyzną, który z powodu swojego homoseksualizmu musiał zostać odrzucony przez większą część społeczeństwa. Naukowiec – matematyk – zbawca – człowiek zlekceważony.

Może się wydawać, że „Gra tajemnic” jest obrazem opowiadającym głównie o Enigmie i osobach, które potrafiły rozszyfrować komunikaty III Rzeszy. Z jednej strony to przejmujący film o tęsknocie i wierze w przyjaźń, z drugiej historia o samotności, niezrozumieniu i tłamszeniu uczuć, a z trzeciej opowieść o człowieczeństwie i o tym, w jaki sposób powinno się ono objawiać. Wojna jest tutaj jedynie aktorem trzecioplanowym, na plecach którego maluje się tło precyzujące czas wydarzeń.

Morten Tyldum stworzył dzieło wielowątkowe, które sprawdza się na wielu płaszczyznach. Pomimo tego, iż reżyser nie ma w swojej filmografii wielu produkcji, ten film pokazuje, iż jego warsztat i wyczucie są prawie bezbłędne. Odtwórcy głównych ról – Benedict Cumberbatch i Keira Knightley, stworzyli jeden z najbardziej emocjonujących duetów ostatniej dekady. Słowa i spojrzenia mówią tu więcej, niż pocałunki.

Na wstępie należy wskazać na relacje Turinga z Jego współpracownikami. Na każdym kroku udowadnia im, że jest lepszy i nie potrzebuje pomocy od nikogo, argumentując to tym, iż jeszcze pogorszą sytuację. Jak na ironię, człowiek jednak nie jest maszyną i w pewnym momencie pomoc obcych wydaje się wskazana, a nawet konieczna.

Równie ciekawie wypada wątek romantyczny, który potraktowany został dość oryginalnie, co nie znaczy wcale, że niedojrzale. Bohaterowie – Alan i Joan, próbują nam przekazać, że miłość nie ogranicza się jedynie do cielesności, ale przede wszystkim do wzajemnej pomocy, porozumienia i oddania się wspólnym zainteresowaniom. Turing nie potrafi rozmawiać z kobietami, a co dopiero flirtować. Nie ma się też czemu dziwić, jest przecież homoseksualistą, jednak pomimo tego stara się traktować swoją partnerkę tak, jak na to zasługuje. Jego niezdarność ma w sobie pewien urok, który w połączeniu z intelektem może zaimponować niejednej atrakcyjnej dziewczynie.

Kluczowym elementem jest tutaj relacja człowiek – maszyna. Turing dusi uczucia w zarodku, wydaje się zimny i bezlitosny w swoich działaniach, interesuje Go tylko Jego życiowe dzieło – maszyna rozszyfrowująca komunikaty wroga, którą obdarzył nawet imieniem przyjaciela – Christopher. Wraz z rozwojem akcji zauważamy, że bohater jest po prostu samotnym, zagubionym poszukiwaczem, a to, czego szuka, wydaje się niemożliwe do odnalezienia.
    „
Gra tajemnic” bawi i wzrusza do łez. Brzmi to dość patetycznie, ale w przypadku tego filmu jest jak najbardziej na miejscu. Obraz zdobył osiem w pełni zasłużonych nominacji do Oscara. Obawiam się, że oglądanie kolejnych nominowanych filmów nie będzie tak ekscytujące po obejrzeniu „Gry tajemnic”, której największą siłą jest motto „ludzie, po których nie spodziewasz się zbyt wiele, osiągają sukces i uznanie”. To nie my wygraliśmy wojnę – wygrał ją Alan Turing – naukowiec – matematyk – zbawca – człowiek uznany za wielkiego.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
silismaria
Silis Maria – recenzja
columbiana
Colombiana – recenzja
niepamiec
Niepamięć – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*