getonupZacznijmy od wyszczególnienia najważniejszych czarnoskórych muzyków, których wpływ na kulturę był tak ogromny, że nawet po Ich śmierci Ich duch krążył gdzieś nieopodal nas, czy to w radiu, czy w telewizji, czy w odtwarzaczu mp3. Oto nazwiska najbardziej zasłużonych: Miles Davis, John Coltrane, Duke Ellington, Dizzy Gillespie, Marvin Gaye, Curtis Mayfield, Michael Jackson, Charlie „Bird” Parker, Ray Charles, Jimi Hendrix. Spośród wszystkich wymienionych artystów, jedynie trzech ostatnich doczekało się ekranizacji. W końcu przyszła pora na pokazanie światu muzyka, o którym celowo nie wspomniałem, bo nie trzeba Go przedstawiać. Zna Go każdy. Panie i Panowie… oto James Brown!

W momencie, kiedy brawa już ucichły, a dźwięki muzyki pozostały jedynie w naszych umysłach i sercach, należy przejść do konkretów. Reżyser filmu – Tate Taylor, mający na koncie bardzo ciepło przyjęte „Służące”, opowiada dość podobną historię. Po raz kolejny jesteśmy świadkami problemów czarnoskórej społeczności, z tą jednak różnicą, że w pierwszej produkcji Taylora położono nacisk na intymność bohaterów, bo i film był bardziej kameralny. „Get On Up” obnaża głównego bohatera, jakim jest James Brown, pokazuje Go raczej z tej gorszej, niż lepszej strony. Dodatkowo cała oprawa ma się nijak do kameralności wcześniejszego filmu, ponieważ mamy do czynienia z gwiazdą największego formatu. Jeśli myślicie, że to Beyonce, czy Rihanna są władczyniami sceny, moi drodzy, nie widzieliście w akcji Mr. Dynamite (jedno z wielu pseudonimów Browna), który pokazał wszystkim, jak to powinno się robić. Proszę wybaczyć kolokwializm, ale jest to jeden z niewielu muzyków, którzy mieli jaja. Dzisiejszy artysta odgrywa jedynie napisaną przez kogoś rolę. James Brown stworzył tych, którzy te role pisali.

W roli legendy oglądamy Chadwicka Bosemana, który w zeszłym roku zagrał inną legendę, tym razem baseballa – Jackiego Robinsona, w filmie „42”. Aktor jest tak samo  przekonywujący, jak Jamie Foxx w roli Raya Charlesa. Podkreślić należy, że Foxx w okresie premiery „Raya” był pewniakiem w Hollywood. Boseman jest na chwilę obecną „amatorem w wytwórni snów”, ale do czasu. Chłopak ma ikrę, ma ten groove, czy to w chodzie, czy w głosie. Jeśli idealnie odwzorował postać Browna, na pewno podoła innym rolom, w których już niebawem Go zobaczymy.

Na drugim planie oglądamy równie elektryzującą Violę Davis, która wcieliła się w rolę matki Browna. Aktorka ma na koncie dwie nominacje do Oscara za „Wątpliwość” (2008) i wcześniej wspomniane „Służące” (2011). Pomimo wielu nagród i nominacji aktorka nie jest jeszcze rozchwytywana w Europie. Rolą Susie Brown po raz kolejny udowodniła, iż może konkurować z najlepszymi w branży. Jej spokój w głosie, a przede wszystkim to błagalne, matczyne spojrzenie sprawia, że łzy same napływają do oczu.

Smaczkiem dla fanów miejskiej muzyki pozostaje fakt, iż w rolach dalszoplanowych oglądamy muzyków aktualnie reprezentujących ten nurt. W roli żony Browna możemy zobaczyć divę muzyki neo soul – Jill Scott. Jednego z członków sekcji dętej gra zasłużony weteran hiphopowej sceny – raper zespołu The Roots – Black Thought, a autor przeboju „I Need A Dollar” –  Aloe Blacc, wciela się w rolę jednego z członków zespołu.

Jeśli film posiada jakieś niedociągnięcia, to wybaczcie, ale z powodu „Papa’s Got A Brand New Bag” mój umysł wszedł na taki poziom funkowego odlotu, że nie byłem w stanie spostrzec nic niepokojącego. Należy mocno podkreślić, że bez Pana Browna nie byłoby wielu wokalistów i muzyków, których obecnie słuchamy. Jeśli Michael Jackson jest dla Ciebie artystą wszech czasów  – Pan Brown powinien być Bogiem, w końcu „odrodził się” na nowo w dniu 25 grudnia.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wujekboonmee
Wujek Boonmee – recenzja
larrycrowne
Larry Crowne – recenzja
prawdziwamilosc
Prawdziwa miłość – recenzja
1 Komentarz
  • 19 sierpnia 2015 at 08:40

    Wreszcie ktoś pisze na temat, a nie próbuje i w efekcie się błąka nie wiadomo gdzie.
    Poproszę o więcej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*