gangsterCo łączy Johna Hillcoata i Nicka Cave’a? Na pewno narodowość, bowiem obaj są Australijczykami. Z pewnością także mają wspólną pasję, którą jest kino. Nie przesadzę także, gdy stwierdzę, że obaj panowie lubią ze sobą pracować. W swojej karierze stworzyli bowiem pięć wspólnych produkcji, z czego ich najnowszy obraz Gangster wyświetlany jest na ekranach naszych kin od 23 listopada.

Stany Zjednoczone, Franklin w stanie Wirginia, czasy prohibicji. Bracia Bondurant (Howard, Forrest, Jack) prowadzą dobrze prosperujący biznes – zajmują się nielegalną produkcją alkoholu. Pewnego dnia na ich terenie pojawia się niejaki Charlie Rakes – agent specjalny, który żąda od nich wysokich łapówek. Bondurantowie słyną jednak z tego, że są nieugięci i nie mają zamiaru się przed nikim ukorzyć. Zapowiada się ciekawa rywalizacja.

Obraz Hillcoata wbrew pozorom nie jest typowym kinem gangsterskim. Daleko mu chociażby do takich współczesnych dzieł z tego gatunku jak: Wrogowie publiczni, czy  Zakazane imperium (mimo iż to serial). Wprawdzie na ekranie pojawiają się dżentelmeni w kapeluszach i dobrze skrojonych garniturach z karabinami maszynowymi marki Thompson w rękach, na ekranie rozgrywa się pewnego rodzaju wojna gangów, ale wszystko to jest tylko tłem dla rozgrywki pomiędzy braćmi Bondurantami, a agentem Rakesem – rywalizacja niczym z westernu. Skoro wspomniałem o tym kowbojskim gatunku, to podkreślę także, że miasteczko, w którym rozgrywa się akcja filmu przypomina te rodem z Dzikiego Zachodu. Oczywiście należy te moje porównania wziąć w pewien nawias, ponieważ dystrybutorzy ujęli ten film w ramy dramatu kryminalnego.

I rzeczywiście coś w tym jest, w westernie najczęściej pojawiają się postaci dobre i złe, w przypadku Gangstera ciężko jest przylepiać takie łatki bohaterom. Można jedynie trzymać kciuki za swoich faworytów. Patrząc na sytuację (z lekkim przymrużeniem oka) stwierdzam, że pupili można upatrywać w aktorach, których po prostu lubimy. A jest z kogo wybierać. Na ekranie bowiem pojawia się prawdziwa śmietanka towarzyska. Główny prym w niej wiedzie Guy Pearce, który wciela się w postać Charliego Rakesa. Jestem przekonany, że to właśnie on zabrał ten film reszcie obsady, mimo że obok pojawiają się: Tom Hardy (Forrest), który swoją grą ostatnio zmiażdżył widownię rolą Bane’a w Mrocznym rycerzu powstaje Christophera Nolana, czy Jessica Chastain (Maggie Beauford), która jako Celia Foote w Służących rozłożyła mnie na łopatki. Oboje zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, ale nie dorównali Pearce’owi. Słabiej aktorsko moim zdaniem wypadła dwójka: Shia LeBeouf (Jack) i Mia Wasikowska (Bertha Minnix) – filmowa para zakochanych jakoś sztywno wyglądała na ekranie. Możliwość zagrania „ogonka” otrzymał także Gary Oldman (Floyd Banner) – jego rola jest jednak malutka, dlatego też nie będę dłużej rozwodził się nad tą postacią.

Obraz Hillcoata powstał na podstawie powieści Matta Bonduranta The Wettest County in the World (jest oparta na faktach), jej adaptacją zajął się wspomniany na początku Nick Cave. Tak naprawdę jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do scenariusza właśnie. Fabuła jest dość przewidywalna, momentami nawet nużąca. Słabostki fabularne ratują jednak aktorzy, zdjęcia i świetna muzyka, o której wcześniej wprawdzie nie pisałem, ale tylko dlatego, że ciężko ten geniusz opisać słowami. To trzeba zobaczyć/usłyszeć samemu.
 
Gangster to film, który przyjemnie się ogląda. Wprawdzie po seansie pozostaje jakiś niedosyt, niemniej stwierdzam, że to kawałek bardzo dobrego kina.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kosoglos
Igrzyska śmierci: Kosogłos część 1 – recenzja
operacjargo
Operacja Argo – recenzja
powtorne
Powtórne narodziny – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*