foxcatcher

Lis jest drapieżnikiem polującym głównie na małe gady i gryzonie, pozbawiającym swoje ofiary życia pomimo faktu, iż zaspokoił apetyt. Tytułowe Foxcatcher to posiadłość pewnego bogatego „lisa”, gdzie pośród ciszy drzew znajduje się ośrodek, w którym trenują zapaśnicy.

Historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Bracia – Dave i Mark, są zawodowymi zapaśnikami, z tym że ten pierwszy jest mistrzem w swojej dyscyplinie, a młodszy żyje w cieniu brata. W pewnym momencie Mark trafia pod skrzydła Johna du Ponta – ekscentrycznego milionera, miłośnika zapasów, a przede wszystkim megalomana, który oferuje mu pomoc w zdobyciu złotego medalu. Panowie zostają przyjaciółmi, ale do czasu. Zaborczy charakter du Ponta powoduje, że Mark w ostateczności staje się jego własnością, a brutalniej mówiąc – zabawką. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy do drużyny „łowcy lisów” trafia Dave.

Bennett Miller właśnie zaprezentował szerszej widowni swój trzeci pełnometrażowy obraz. Reżyser zdecydowanie stawia na jakość, a nie na ilość. Jego debiut – „Capote”, okazał się jednym z najgłośniejszych tytułów ostatniej dekady, a Philipa Seymoura Hoffmana uczynił aktorem kompletnym. Drugi film – „Moneyball”, poruszył temat, który wielu filmowcom sprawiłby nie lada kłopot. Kilka osób, którym poleciłem tę produkcję, stwierdziła że nie będzie oglądać jakiegoś badziewia opowiadającego o tym, jak dogłębna analiza komputerowa wpłynęła na zwycięstwa Oakland Athletics – drużyny baseballowej z zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Cóż… nie ma to, jak być ignorantem.

„Foxcatcher” jest zdecydowanie bliższe filmowi „Capote”, jednak nie chodzi tu o podobieństwo fabularne, ale czysto klimatyczne. Obraz utrzymany jest w ponurej tonacji, muzyka bardzo minimalistycznie podkreśla pewne sceny. Główny nacisk położono na historię, a zwłaszcza aktorów, którzy mieli przed sobą trudne zadanie do wykonania.


   

Widząc w obsadzie nazwisko Marka Ruffalo nie czujemy się zaskoczeni, ponieważ grywał On już role dramatyczne. W „Foxcatcher” potwierdza tylko swoją formę. Natomiast co tam robią Channing Tatum i Steve Carell?! Cóz, grają swoje życiowe role. Mark w wykonaniu Tatuma kipi zapaśniczą energią, jest zdeterminowany, a jedyne, co go utrzymuje przy życiu to perspektywa zdobycia mistrzostwa. Steve Carell pod toną makijażu to zupełnie inna bajka. Jego megalomańskie zapędy nie tylko budzą wstręt, ale wręcz przerażają.
   
„Foxcatcher” opowiada historię dwóch zakompleksionych nieudaczników – Marka i Johna. Pierwszy wmawia sobie, że sukcesy starszego brata to również jego zasługa, jednak w głębi duszy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest inaczej. Drugi – samotny bogacz wciąż marzący o karierze zapaśnika z uwagi na swoje warunki fizyczne i wychowanie, przez które stał się mentalnym kaleką, spowodowały, że pomimo posiadania pieniędzy jest niezdolny do osiągnięcia życiowego spełnienia. Trzecie ogniwo – Dave, jest kompletną opozycją. Zdobywał złote medale, założył rodzinę, która dawała mu szczęście, całymi godzinami bezgranicznie poświęcał się dla swojego młodszego brata, aby wywindować go na mistrza świata. W tle co jakiś czas powiewa amerykańska flaga. Skrzyżowanie tych trzech osobowości doprowadzi do odpowiedzi na to, kto tu faktycznie jest łowcą, a kto lisem.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
01_Braterstwo
Braterstwo – recenzja
xhmen
X-Men: Apocalypse – recenzja
perfekcjonista
Perfekcjonista – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*