fotografZagadkowa zbrodnia z zaskakującym rozwiązaniem, sprytny morderca, koniecznie ponury klimat miejsc, w których dzieje się akcja i atmosfera gęsta od napięcia – tego spodziewamy się po dobrym filmie z pogranicza thrilleru i kryminału. W najnowszej produkcji Waldemara Krzystka „Fotograf” mamy zabójstwa, których rozwiązanie nie zaskakuje, sprawcę, którego tożsamość poznajemy bardzo szybko, a momentów z dreszczykiem emocji jest zaledwie kilka.

Historia „Fotografa” zaczyna się w Moskwie, gdzie dochodzi do zabójstwa, a jego sprawcą jest ścigany przez rosyjskie służby bezpieczeństwa seryjny morderca – tytułowy Fotograf. Przydomek zyskał sobie zostawiając przy swoich ofiarach numerki, którymi posługują się ekipy śledcze do znakowania scen zbrodni. Jedyną osobą, która przeżyła przypadkowe spotkanie z Fotografem jest policjantka Natasza i dlatego też zostaje włączona do ekipy dochodzeniowej ruszającej w pościg za mordercą.
W produkcji Krzystka fabuła toczy się swoim rytmem, nie zaskakuje widza niespodziewanymi zwrotami akcji, a ekipa śledcza szybko wyjaśnia kolejne wątki całego dochodzenia. W miarę rozwoju wydarzeń na bieżąco dostajemy odpowiedzi na pojawiające się kolejne pytania, stąd też nie ma mowy o jakiejkolwiek nieprzewidywalności i napięciu. Nie jest to więc typowe kino kryminalne, nie ma tu zastanawiania się kto jest zabójcą, bo ten ustalony jest po kilkunastu minutach filmu.

Przez cały film zastanawiamy się natomiast nad historią tytułowego bohatera, którą reżyser przedstawia nam wplatając retrospekcje w toczącą się akcje. Od czasu do czasu cofamy się więc do lat 70. i Legnicy, gdzie poznajemy małego chłopca – Kolę, który cierpi na niespotykaną wręcz przypadłość – perfekcyjnie naśladuje głosy innych ludzi, nie potrafi zaś mówić własnym głosem. Dla rodziców (wysoko postawionych rosyjskich wojskowych) jest więc niczym piąte koło u wozu, a jego dziwna przypadłość rzutuje na całe jego życie, co pokazują kolejne sceny.

Niestety retrospekcje te, mimo, iż obrazowo dobre, to jednak momentami tylko gmatwają całą fabułę. Nie wyszło również Krzystkowi stworzenie klimatu przynależnego tego typu produkcjom, którego tutaj są jedynie przebłyski. Dreszcze wywołują pomieszczenia rosyjskiego psychiatryka i stan jego pacjentów, warunki życia postaci znających w przeszłości tytułowego Fotografa czy sposób dokonania niektórych zbrodni. Zdecydowanie w stworzeniu cięższej atmosfery nie pomaga zaś zbyt nachalna oprawa muzyczna towarzysząca akcji.

Istotnym elementem tej produkcji są pokazane w tle obrazy z życia rosyjskiej rodziny w latach 70., ówczesne rosyjskie realia i stosunki polsko – rosyjskie, z wzajemnymi uprzedzeniami włącznie. Smaczkiem jest przedstawienie sposobu funkcjonowania radzieckiego systemu, tuszowania zbrodni i wypaczania rzeczywistości.

Na plus zaliczyć można warstwę aktorską. Dobrze poradziła sobie zwłaszcza rosyjska część obsady na czele z Tatianą Arntgolts w roli Nataszy i Eleną Babenko w kreacji Olgi Sokołowej oraz Andriejem Kostaszowem jako małym Kolą. Po stronie polskiej wyróżnia się może jedynie Tomasz Kot – wojskowy Baumann, blado zaś wypada Adam Woronowicz w roli polskiego śledczego – Kwiatkowskiego.

Podsumowując, „Fotograf” to historia z potencjałem na mocny, klimatyczny dreszczowiec. Niestety, Waldemar Krzystek nie wykorzystał w pełni tego potencjału i zaserwował nam po prostu kino przeciętne.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
panpopper
Pan Popper i jego pingwiny – recenzja
ksiegowy
Księgowy – recenzja
zimowaopowiesc
Zimowa opowieść – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*