zlotadamaLubię filmy oparte na faktach, bo w końcu co może być bardziej inspirującego i zaskakującego niż samo życie. Rzecz jasna od takiej napisanej przez życie historii do świetnego kina daleka droga, ale na pewno jest to dobry punkt wyjścia do stworzenia interesującej filmowej opowieści. Doskonale zdają sobie z tego sprawę twórcy, którzy co rusz fundują nam właśnie takie inspirowane życiem obrazy. Tym razem znany z filmu „Mój tydzień z Marylin” reżyser Simon Curtis postanowił przybliżyć szerszej publiczności historię Marii Altman – kobiety walczącej z rządem Austrii o własność obrazu przedstawiającego tytułową „Złotą damę”.

„Złota dama” to zaś nikt inny jak ciotka naszej głównej bohaterki sportretowana przez Gustava Klimta. Obraz niegdyś należący do rodziny pani Altman, w czasie II wojny światowej został zrabowany przez nazistów, by ostatecznie trafić do austriackiego muzeum stając się jego perełką. Kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach mieszkająca w Kalifornii Maria Altman (Helen Mirren) postanawia odzyskać własność swojej rodziny i przy pomocy młodego prawnika Randola (Ryan Reynolds) sprowadzić obraz do Stanów. Oczywiście odzyskanie takiego dzieła sztuki nie jest prostą sprawą i nasi bohaterowie napotykają szereg problemów.

Wydawać by się mogło, że fabuła ta to więc przede wszystkim spór jednostki z rządzącymi i przywoływanie tematyki wojny, okupacji i grabieży majątków. Ale „Złota dama” porusza także uniwersalną kwestię jaką jest odpowiedzialność za pamięć o przeszłości, nie tylko przeszłości własnej i naszych przodków, ale i kraju czy, nota bene, całego świata.

Wracając jednak do samej produkcji, o ile historia i obrazu i batalii o jego odzyskanie jest niezwykle interesująca, o tyle sama realizacja filmu nie porywa. Simon Curtis postawił na dwutorowy rozwój akcji, pozwalając, by współczesność przeplatana była urywkami z przeszłości głównej bohaterki. I chyba chwała mu za te retrospekcje. Niestety dziejące się w teraźniejszości zdarzenia w zasadzie ograniczają się do ukazywania kolejnych etapów walki o obraz i nie wychodzą poza typowe schematy. Kadry te nie intrygują,  wizualnie zaś dużo bardziej przyjemniejsze dla oka są te realizowane w Wiedniu niż w Kalifornii. Na tle tej współczesności zdecydowanie wyróżniają się natomiast ujęcia przeszłości. Zdjęcia przedwojennego życia młodej pani Altman i jej rodziny oddają ducha tamtych czasów, a dramatyczna ucieczka bohaterki z Austrii zajętej przez nazistów wywołuje spory dreszcz emocji.

Emocje wywołuje również sama Maria Altman, postać, która jest najmocniejszym punktem całej tej produkcji. Obsadzenie w tej roli Helen Mirren, jak można się było spodziewać, było strzałem w dziesiątkę. Stworzona przez nią kreacja uszczypliwej i wygadanej, aczkolwiek nadal urokliwej starszej pani niewątpliwie zyskuje sympatię widza. Mirren w swojej postawie i wypowiedziach doskonale żongluje to sarkazmem, to humorem, a momentami i łzami czyniąc swoją postać prawdziwą. Zapewne w jakimś stopniu  to również zasługa samych twórców filmu. Jednakże na tle postaci pani Altman blado wypada reszta bohaterów. Ryan Reynolds jako gapowaty prawnik czy dawno niewidziana Katie Holmes jako jego żona pozostają gdzieś w tyle i nie przykuwają tak uwagi odbiorcy. Tę dwójkę wyprzedza natomiast postać drugoplanowa, pomagający pani Altman Hubertus Czernin grany przez Daniela Bruhla.

W ogólnym rozrachunku „Złota dama” przedstawia się jako poprawne kino dramatyczne ze świetną rolą pierwszoplanową. Zapewne film ten wryje się w pamięć, ale też nie zostanie zepchnięty gdzieś w ciemny kąt swojego gatunku.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
niania_i_wielkie_bum
Niania i wielkie bum – recenzja
suckerpunch
Sucker Punch – recenzja
szybkicash
Szybki Cash – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*