zblizeniaMagdalena Piekorz kilka lat temu zachwyciła wszystkich przejmującym dramatem rodzinnym Pręgi. Czy podobny sukces odniesie jego najnowsze dzieło, Zbliżenia?

Marta (Joanna Orleańska) jest artystką, rzeźbiarką. Mieszka wraz z despotyczną matką (Ewa Wiśniewska), od której jest uzależniona. Pewnego dnia w jej życiu pojawia się Jacek (Łukasz Simlat). Czy mężczyzna pozwoli uwolnić się Marcie spod matczynego jarzma?

W Zbliżeniachwidz może obcować ze światem kultury wysokiej. Marta, absolwentka ASP szuka inspiracji w sztuce – spotyka się ze swoim profesorem na artystycznych wystawach. Oglądają tam, m.in. wielką piramidę ze świeżych jabłek. Kobieta wraz z mężem chodzi także na koncerty muzyki klasycznej. Mimo swoich 37 lat nadal nie potrafi jednak „odciąć” pępowiny, którą jest związana ze swoją rodzicielką. Wydaje się, że właśnie artyzm jest dla niej pewnego rodzaju nożycami – pozwala jej choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Pytanie tylko, czy ona jest żądna tej „wolności”? Dla matki wciąż jest tą samą malutką Martusią, którą w każdej sytuacji trzeba prowadzić za rączkę. Łącznikiem między nimi w dorosłym życiu jest telefon komórkowy, nawet dzwonek irytująco podkreśla ich więź („Martusiu odbierz, tu mama”). Chora miłość sprawia, że ten trójkąt zaczyna być ciążący dla Jacka. Małżeństwo zostaje wystawione na próbę, a przecież miało być lekarstwem na wszelkie problemy.

Zbliżenia to kameralna historia, którą zdecydowanie można nazwać kolejnym rodzinnym dramatem w karierze reżyserskiej Piekorz. Widać, że reżyserka wespół ze scenarzystą Wojciechem Kuczokiem upodobali sobie właśnie ten gatunek filmowy. Niestety, tym razem nie wszystko poszło zgodnie z planem. Zastosowanie swoje znalazło tutaj wiele elementów, które pojawiają się w artystycznym kinie z tzw. wyższej półki. Duet Piekorz/Kuczok zdają się być zafascynowani europejskim kinem spod znaku Michaela Hanekego. Pianistka opierała się przecież na podobnym schemacie.

W odróżnieniu jednak od dzieła austriackiego reżysera, gdzie historia zawierała w sobie głębie i symbolikę, tutaj mamy do czynienia z wieloma płyciznami i rozwiązaniami charakterystycznymi dla cyklicznych telewizyjnych produkcji. Owszem, twórcy wykorzystali metafory, niemniej są one bardzo pretensjonalne. Wystarczy tu przywołać scenę, w której Marta wraz z mężem spacerują po plaży i kobieta zauważa nad brzegiem morza wiele martwych ryb. Od razu przychodzi jej na myśl, że ma to z pewnością związek z jej matką, która pierwszy raz została sama w domu na tak długi okres (tydzień). Fragmentów podobnych do tego jest w Zbliżeniach więcej. Fabularne mielizny Piekorz próbowała ukryć przy pomocy retrospekcji. Pełnią one rolę uzupełnienia i wyjaśnienia, dlaczego Marta i jej matka są tak silnie związane ze sobą. Denerwujące jest również skrótowe podejście do pewnych kwestii. Otwartych w filmie zostaje wiele wątków, niemniej są one niedokończone, albo wręcz przeciwnie bardzo szybko zamykane.  Szkoda, ponieważ film z pewnością miał duży potencjał.

Najnowsze dzieło Magdaleny Piekorz z pewnością zawodzi. Próbuje udawać sztukę wysoką, lecz do tej z pewnością mu daleko. Fabuła jest przewidywalna, zaś postaci zostały narysowane grubą kreską. Świetni aktorzy, którzy pojawiają się na ekranie nie mają zbyt wiele do grania. Zbliżenia próbują grać na emocjach, lecz są niczym słowa napisane szminką na szybie w finałowej scenie filmu – można je bardzo szybko wymazać z pamięci.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Rammbock
Rammbock – recenzja
piksele
Piksele – recenzja
zabojczyni
Zabójczyni – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*