zbawmnieodezlegoWes Craven to mistrz thrillerów i horrorów. Jednak jego najnowsze dzieło, to tylko odcinanie kuponów od sławy.

 
Małe miasteczko. Od 16 lat żyje sprawą mordercy, który być może zginął, być może uciekł. Raz do roku urodzeni wtedy nastolatkowie obchodzą święto wypędzania jego ducha. W tym roku jednak kukła rozpruwacza nie zostanie utopiona. W tym dniu rozpocznie się rzeź i nikt, żaden szesnastolatek nie czuć się będzie bezpieczny…

Zbaw mnie ode złego
, to uboższa krewna Krzyku (oraz innych jego mutacji, takich jak np. Koszmar minionego lata). Także i tu mamy morderce z nożem, grupę niezbyt rozgarniętych nastolatków. Ginąć będą kolejno, a widz musi zgadnąć – kto jest mordercą i kto przeżyje?

Wes Craven zna się na thrillerach, zrobił ich całą masę i swoje “sztuczki” powtarza i w tym filmie. Sceny grozy plus seksowne nastolatki – to się na krótką metę sprzeda.

Co wyróżnia Zbaw mnie ode złego, to przywódca bandy nieletnich – jako, że żyjemy w silnie feminizowanym świecie, jest nim/nią kobieta. Reszta jest tak podobna do produkcji sprzed dwudziestu lat, że warto na ten film iść jedynie, gdy się jest fanatykiem filmów o morderczych nożownikach i młodych amerykanach. Na szczęście brak tu zbyt głębokich wątków miłosnych, wampirów i wilkołaków, ale nie zmienia to faktu, że produkcja mocno średnia.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
uczenczarnoksieznika
Uczeń czarnoksiężnika – recenzja
kacwawa
Kac WAWA – recenzja
ksiegowy
Księgowy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*