xhmenZapewne wiele osób uzna X-Men: Apocalypse za profanację pierwowzoru – komiksu. Mi to jednak nie przeszkadza, Bryan Singer kolejny raz zaserwował nam porządny kawał roboty. Możliwe, że mamy tu do czynienia z najsłabszą częścią serii, jednak wciąż trzyma się mocno i należy czekać na kontynuację.

Akcja X-Men: Apocalypse rozgrywa się po Przeszłości, która nadejdzie – czyli wielkim „resecie” serii, który odbieram jako prezentację świata alternatywnego, w ten sposób nie mierzi mnie to, że co jakiś czas pojawiają się nieścisłości – inny świat, inni X-Meni. Proste?

Tym razem bohaterowie zmierzyć się muszą z pramutantem – En Sabah Nurem, znanym jako Apocalypse. I tak jak w komiksie, tak i tutaj towarzyszy mu czwórka „jeźdźców” – są to Angel (w wersji Archangela), Storm, Psylocke i Magneto. Tutaj tez mi nie przeszkadza, że cała czwórka jest „od czapy” i niewiele ma wspólnego (poza Anglem) z komiksowym pierwowzorem. Wiadomo, że ostatecznie dojdzie do epickiej walki, a wcześniej X-Meni będą musieli zbudować nową drużynę. Tym razem w jej skład wejdą: Beast, Raven (Mystique), Jean Grey, Cyclops, Nightcrawler, Quicksilver. Plus Moira MacTaggert, Profesor Xavier, Havock, Jubilee i kilku wrogów z Calibanem i Strykerem na czele. I mamy obraz całego, prezentowanego nam świata mutantów, no może z małą niespodzianką.

X-Men: Apocalypse od strony wizualnej jest ciekawy, od strony opowieści – może nieco nielogiczny, jednak dość wciągający. Co będzie dalej? Istnieje kilka propozycji, myślę, że wkrótce dowiemy się więcej o rodzinie Summersów (czyżby Starjammers na horyzoncie) oraz oczywiście nie zapomnimy o Phoenix.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
powiemciwszystko
Powiem ci wszystko – recenzja
oszukacprzeznaczenie5
Oszukać przeznaczenie 5 – recenzja
portretozmierzchu
Portret o zmierzchu – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*