Jeśli znacie filmy takie jak „Pod słońcem Toskanii” albo „Dobry rok” to właśnie z nimi możecie kojarzyć graną właśnie w kinach produkcję „Włoskie wakacje” w reżyserii Jamesa D’Arcy. To podobny fabułą, stosunkowo przyjemny w odbiorze obraz z malowniczymi kadrami słonecznej Toskanii. W przeciwieństwie jednak do wspomnianych wcześniej tytułów, ten nie trzyma aż tak wysokiego poziomu, a jest zaledwie bezpiecznym średniakiem nie wywołującym większych emocji.

Zacznijmy od tego, że już po samym zarysie fabuły możecie się domyślić jak potoczą się losy bohaterów i obstawiać zakończenie, a w miarę upływu pierwszych kilkunastu minut seansu po prostu wiecie, że nic was tu nie zaskoczy. Historia jest do bólu banalna, to już widzieliśmy nie raz: ojciec Robert (Liam Neeson) z synem Jackiem (Micheál Richardson) przyjeżdżają do nieużywanego przez nich domu w Toskanii z zamiarem jego sprzedaży, ale zamiast załatwienia szybkiej transakcji muszą poświęcić trochę czasu na remont, przy okazji poznając okolicznych mieszkańców. Jedną z mieszkanek jest Natalia (Valeria Bilello), właścicielka pobliskiej restauracji, z którą nawiązują nić przyjaźni. Ponadto panowie mają też czas na przebywanie wyłącznie ze sobą i pochylenie się nad własnymi stosunkami. Resztę tej historii naprawdę możecie dopowiedzieć sobie sami.

Oczywiście skoro historia toczy się przede wszystkim w przepięknej Toskanii to film oferuje nam kilka cudnych kadrów z winnicami i krajobrazem regionu, włoską muzykę i magicznym klimatem codziennego życia mieszkańców małego miasteczka. Momentami widać na ekranie to słynne, włoskie dolce vita, więc jeśli ktoś tak jak ja daje się oczarować temu niespiesznemu stylowi życia i przepięknym widokom to na pewno „Włoskie wakacje” będą dla niego bardzo przyjemnym dla oka seansem. Jeżeli natomiast ktoś chciałby szukać w tym filmie mocnych emocji to raczej ich nie znajdzie. Scenariusz, choć traktuje również o trudnych relacjach ojca z synem, to niestety poszczególne sceny ani nas porządnie nie wzruszą, ani nie wkurzą (no może z wyjątkiem samej postaci Jacka, który bywa irytujący), ani nie zmuszą do większego śmiechu. Produkcja teoretycznie sklasyfikowana jest jako komedia, ale w rzeczywistości tylko kilka scen wywoła uśmiech na waszej twarzy. Bliżej temu obrazowi po prostu do filmu obyczajowego z całkiem udaną obsadą, niż pełnokrwistej komedii.

A skoro o obsadzie mowa to najjaśniejszym jej punktem jest Liam Neeson – tym razem w kreacji odnoszącego kiedyś sukcesy malarza, a jednocześnie ojca, który ciągle żyje przeszłością. Miło widzieć tego aktora w nieco innej roli niż rola twardziela, którą widzieliśmy w jego wykonaniu wiele razy. Takimi kreacjami jak ta we „Włoskich wakacjach” Neeson potwierdza, że cały czas jest aktorem wszechstronnym. Obok niego w produkcji bardzo dobrze spisała się także Lindsay Duncan jako pośredniczka nieruchomości. Choć jej kreacja nie była rozbudowana i jej postać pojawiała się w nielicznych scenach to jednak była na tyle charyzmatyczna, że zapadła w pamięć.

Niestety jednak sama gra aktorska Neesona czy Duncan oraz świetne widoki i muzyka nie są w stanie wynieść „Włoskich wakacji” Jamesa D’arcy ponad przeciętność. Ta produkcja ani nie ziębi, ani nie parzy, jest raczej letnia jak pogoda, którą obecnie mamy za oknem. Sami więc zdecydujcie, czy macie ochotę na taki seans, czy wolicie po raz kolejny włączyć o wiele lepsze „Pod słońcem Toskanii”, nota bene również z udaną rolą Lindsay Duncan. Ja już wiem, że wolę tę drugą opcję.

autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
sezonnakaczki
Sezon na kaczki – recenzja
prawdziwemestwo
Prawdziwe męstwo – recenzja
laponskaodyseja
Lapońska odyseja – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*