7317467.3 Likantropiczna opowieść osadzona w dojrzale wiktoriańskiej Anglii, spowitej mgłą i ciemnością, kosmopolitycznym imperium grozy, w którym egzotyka orientalnych legend przeplatała się z ostentacyjnym chłodem sztywnych konwenansów.

Znany wszystkim scenariusz i fabuła przepełniona wykwintem dialogowego patosu. Prawdy, których blichtr zdał się zajść zbyt grubą warstwą patyny i górnolotne, komicznie przebrzmiałe cytaty.

Jakie jednak ingrediencje składają się na idealny film grozy? Czy o jego klimacie zadecydują aktorzy, plenery, zdjecia, a może lub porażka danej produkcji to rzeczywiście dzieło czystego przypadku?

W dobie oczywistości, wytłumaczalności i niemal nieograniczonego dostepu do ogólnoścwiatowych zasobów informacji, poszukujemy tego za czym zdazyliśmy już zatesknić. W swej nostalgii za przeszłością poszukujemy egzotyki wysmakowanej gotyckiej powieści.

Chcemy oglądać zastepy cygańskich taborów obozujących w dalekich lasach Walii, czy Szkocji. Domagamy się spowitych mleczną mgłą trzęsawisk, w których bezdennej otchłani kończą życie kolejni mieszkańcy sennych miasteczek.

Żądamy wreszcie strug sączącej się i tryskającej z głebokich ran krwi, zwierzęcych pazurów, pełni księzyca, srebrnych kul i wbijających w kinowy fotel wilczych skowytów, krzyków ofiar wydających ostatnie tchnienie, rozszarpywanych szponami nienasyconej bestii.

Twórcy “Wilkołaka” nie odmawiają nam niemal niczego. Na ekranie pojawiają się monumentalne rezydencje, gnijące wnętrzności, panorama Londynu, poćwiartowane zwłoki, fragmenty dzieł Szekspira. Wymieszane, bądź ułożone, w tej, lub innej kolejności.

Tworzą atrakcyjną dla oka mozaikę, skompilowanych w jednej produkcji, nieskończonych pokładów geniuszu i tandety, niezwykłego talentu i drewnianej egzaltacji, komizmu i grozy.

Śmiejmy się jednak i krzyczmy ze strachu. Zaciskajmy powieki i ocierajmy łzy wzruszenia. Szydźmy z oklepanych póz i chwalmy kreacje tych, którzy na owe peany zasłużyli.

Zawsze przecież znajdzie się ktoś, kto i tak powie, że… mogło być lepiej.

(Fot. – mat. prasowe)

Przeczytaj także inne recenzje z Plastra!!

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
whiskydlaaniolow
Whisky dla aniołów – recenzja
wypiszwymaluj
Wypisz, wymaluj… miłość – recenzja
rysispolka
Ryś i spółka – recenzja filmu
3 komentarze
  • martynka17
    8 marca 2010 at 15:55

    byłam i polecam! świetna geraldine chaplin

  • Arcadious
    2 marca 2010 at 22:56

    No i w osobie Marcina taki ktoś się znalazł 😉

  • marcinb
    2 marca 2010 at 21:15

    hmm no ja uważam, że film jest za szybki i zbyt powierzchowny, można by pociągnąć fragment w zakładzie dla obłąkanych i wmawianie, że to nie wilkołak – byłoby fajniej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*