whiskydlaaniolowKolejne słodko-gorzkie arcydziełko autorstwa Kena Loacha. Niestrudzony piewca  “małych dramatów” i lokalnego kolorytu ponownie przenosi nas w świat brytyjskiego marginesu społecznego.

Whisky dla aniołów rozpoczyna się na sali sądowej. Tam kolejni oskarżeni, czy to o pobicie, kradzież lub awanturowanie się po pijaku (Robbie, Albert i Mo), wysłuchują wyroków sądu. I w ten sposób rozpoczyna się ich niezwykła podróż – poprzez godziny prostych, fizycznych, prac społecznych, a także naukę delektowania się whisky pod opieką niejakiego Harry’ego (John Henshaw).

Ken Loach znany jest m.in. z realizacji obrazów opowiadających o przeciętnych ludziach z brytyjskich warstw niższych. Tacy są nasi bohaterowie, którzy jednak próbują wyrwać się z marazmu. W szczególności Robbie (Paul Brannigan), przez lata tułający się po poprawczakach, pragnący rozpocząć nowe życie z dziewczyną i nowonarodzonym synem. Jednak każda próba “wyrwania się ze slumsów” kończy się porażką. Obciąża go zarówno jego przeszłość, jak i “wyczyny” jego ojca. Aż wreszcie natrafia się okazja do zmiany.

Whisky dla aniołów przez długi czas okazuje się bardzo interesującym komediodramatem. Jednakże samo zakończenie może nie do końca zaspokajać pragnienia dużej części widowni. Głownie z powodów etycznych. Nie jest to film, jak możnaby początkowo przypuszczać, o zmianie podejścia do życia, a jego lekkim “liftingu” dla własnego dobra. Tutaj zły nie zamienia się w dobrego, a raczej w nieco mniej złego.

Ta niejednoznaczność w poczynaniach bohaterów jest oczywiście interesująca. Tak samo jak główne role nieznanych szerszej publiczności brytyjskich aktorów. Twórca Jestem Joe, Wiatru buszującego w jęczmieniu czy Szukając Erica kolejny raz pokazał, że potrafi kręcić “niezłe kino”, na które warto się wybrać. Barwne i wieloznaczne, nie tak przewidywalne, jak się może na początku zdawać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dredd
Dredd – recenzja
dorwacbyla
Dorwać byłą – recenzja
mama
Mama – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*