wemgleCannes uwielbia Siergieja Łoźnicę. We mgle to druga pełnometrażowa fabuła rosyjskiego reżysera i druga na koncie, nominacja do Złotej Palmy. Choć o ucieczce w fikcję nie może być mowy. Ani na chwilę nie rozstaje się on ze swym dokumentalnym sznytem. Szczęście ty moje było bezkompromisowo pochmurnym sprawozdaniem z życia prowincji współczesnej Rosji. W przypadku najnowszego filmu dawka dziegciu jest równie duża. Zmienia się jedynie tło.

Półmetek II Wojny Światowej. Zachodnie pogranicze Związku Radzieckiego, tereny obecnej Białorusi. Lokalne siły prowadzą walki odwetowe przeciwko niemieckim najeźdźcom. Gdzieś jakby z boku tego chaosu, dwaj partyzanci mają za zadanie odszukać oskarżonego o kolaborację Suszenję. Chwilę po pojmaniu domniemanego zdrajcy, sami wpadają w zasadzkę. W czeluściach prymitywnej puszczy, w której wróg stanie się sprzymierzeńcem, paradoksalnie zawieszone zostaną zasady człowieczeństwa.

To klasyczny dramat jednostki z wojną w tle. Intymna relacja z nieznanej nam początkowo zadry między dwójką bohaterów. Atmosfera jest równie gęsta, jak tytułowa mgła w ostatniej sekwencji filmu. Łoźnica kokietuje wizualnie. Czci przestrzeń pozakadrową. Nie od razu zobaczymy trójkę sabotażystów na szubienicy, wybuch samochodu czy pokiereszowaną twarz protagonisty. Nieśpieszne prowadzenie akcji, nieśmiertelne długie ujęcia, w końcu oczywiście Mateczka Rosja.

https://www.youtube.com/watch?v=KJcg3y3vHLo

Na myśl może przyjść filmowy król mistycyzmu, Andriej Tarkowski. Alegoryczna natura jest tu ezoteryczna i brudna jednocześnie. Pojawią się w końcu kluczowe retrospekcje, które powoli rozwieją tak pożądane, zamglone elementy historii. I już wiemy, jak było. Ale czy na pewno? Twórca przecież zadaje pytanie: jak być człowiekiem w sytuacji ekstremum? Kwestionuje figury dobra i zła, zdrajcy i patrioty, przyjaciela i wroga. Podpowiada nienachalnie: wyniszczająca wojna czyni fundamentalne zagadnienia niedefiniowalnymi.

Imponuje Łoźnica samoświadomością, konsekwencją narracyjną, wielofunkcyjnością wypowiedzi. Tym większa szkoda, że nie zadbał o to, aby obszedł nas los sportretowanych tu rozbitków.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wyspatajemnic
Wyspa tajemnic – recenzja
dokadteraz
Dokąd teraz? – recenzja
5rozbitych
5 rozbitych kamer – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*