wciemnoTel Aviv. Palestyńczyk i Żyd. Jedno uczucie. Tło nie mogło być bardziej skomplikowane.

Nie bez kozery film „W ciemno” Michaela Meyera został nagrodzony na Międzynarodowym Festiwalu Filmów GLBT w Turynie. Czy jest to dzieło wybitne? Raczej nie. Nie porażają ani zdjęcia ani gra aktorska. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest to film po prostu bardzo dobry. Kiedy w grę wchodzi konflikt, który rozpala świat od co najmniej 1948 roku, obraz musi wywoływać wątpliwości. Refleksji po jego obejrzeniu jest sporo.

Pierwsze minuty przedstawiają nam ludzi, którzy mimo trudnej rzeczywistości starają się realizować siebie. Roy (Michael Aloni) jest wziętym prawnikiem, który wkrótce ma przejąć interes ojca, ale mimo tego nadal poszukuje pomysłu na swoją osobę. Nimr (Nicholas Jacob), palestyński student psychologii, co lepsze w Tel Avivie, dokładnie wie, że Izrael nie jest w stanie zapewnić mu tego czego pragnie. Marzy o wyrwaniu się w świat, gdzie nie będzie musiał obwiać się o swoje życie. Obu połączy płomienne uczucie, o które nie prosili.

Jeżeli jednak ktoś oczekuje drugiej „Tajemnicy Brokeback Mountain” może czuć się zawiedziony. Historia romansu ludzi z dwóch stron barykady? Nic bardziej mylnego. Wraz z rozwojem akcji widz przekonuje się, że ta historia ma o wiele bardziej wielowątkowy przekaz. Owszem pojawia się ostracyzm, nie tylko na polu homoseksualizmu, ale wszelkich rodzajów odmienności, na tym jednak nie koniec. Brak miłosierdzia i człowieczeństwa, brak zaufania i wykluczenie to kolejne poruszane aspekty. Bo w miłości i na wojnie nie ma wygranych.

Meyer uwydatniając te zagadnienia sprytnie operuje tłem historii. Znamienne są kadry z obrazami Tel Avivu, który staje się świadkiem dramatycznych wydarzeń. Miasto, które zabudową i rozwojem infrastruktury zdaje się w niczym nie ustępować europejskim stolicom, daleko ma do osiągnięcia podobnych standardów na polu praw człowieka.

Reżyserowi należą się pochwały za stworzenie z tego filmu czegoś więcej niż kolejnego homoseksualnego romansu. Momentami bliżej mu do dobrego thrillera. Być może pojawia się tu wręcz za dużo problemów, co stworzyło z tej historii ewenement, który chyba nie mógłby zaistnieć w rzeczywistości, jednak problemów konfliktu palestyńsko-izraelskiego po prostu nie można było ominąć. Autor pokazuje, że życie pogranicza tych państw przybiera szare barwy. Zarówno po jednej, jak i drugiej strony pojawiają się niewybaczalne błędy, które często wynikają z zaślepienia i przedkładania słuszności swojej sprawy nad człowieka w drugiej osobie. Przybiera to tak skrajne formy, że towarzysząc bohaterom zaczynamy się zastanawiać, czy jest jakakolwiek ostoja, miejsce, które stanie się dla nich schronieniem. Czy pozostanie ktokolwiek, w kim górę weźmie człowieczeństwo ukryte pod warstwą polityki i rozdmuchanych haseł o patriotyzmie i dobru społeczeństwa?

Wielka polityka małych ludzi.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
biglove
Big Love – recenzja
clover
Cloverfield Lane 10 – recenzja
dziendobrytv
Dzień Dobry TV – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*