„Ukryta gra” – debiut fabularny Łukasza Kośmickiego zapowiadał się wysokich lotów thrillerem. Produkcja sygnowana była nazwiskami twórców hitów takich jak „Sztuka kochania” czy „Bogowie” oraz reklamowana jako film w iście amerykańskim stylu, z zagraniczną obsadą rodem z Hollywood. Niestety nie wszystko z tych zapowiedzi udało się osiągnąć, a zwiastun jak to zwiastun, zmontowany został tak, by rozbudzić naszą ciekawość i zaprosić na seans. Co więc wyszło, a co nie twórcom tego obrazu?

Na pewno należy im oddać, że choć film jest w pełni polską produkcją to jego sprawny montaż, świetne ujęcia Pawła Edelmana, w tym zwłaszcza gra mrokiem i cieniami, sama scenografia czy klimat lat 60. XX wieku są elementami, których faktycznie nie powstydziłoby się Hollywood. To wszystko rzeczywiście gra, a obraz ma w sobie coś z amerykańskiego blockbustera – może to dynamika kadrów, może też ich kolorystyka? Tak czy siak, wizualnie trudno się tu do czegokolwiek przyczepić.

Również w kwestii obsady nie ma wielu powodów do narzekań. Do głównej roli męskiej – szachisty Joshuy Mansky, twórcy zaprosili Billa Pullmana (pierwotnie postać tę miał stworzyć William Hurt), a gdzieś trochę z boku towarzyszył mu Rober Więckiewicz jako Dyrektor Pałacu Kultury i Nauki. Obydwaj panowie spisali się całkiem nieźle w powierzonych im rolach – Więckiewicz jak zwykle wyróżnił się swoją ekspresją, przerysowując odrobinę charakter swojego bohatera, z kolei gra Pullmana, choć porządna to jednak okazała się nierówna. Zapewne częściowo wynikało to z wad samego scenariusza, o których za chwilę, ale w wykreowanej przez niego postaci brakowało konsekwencji – gdzieś na początku tego filmu bohater Pullmana jawił się jako bystry i zdecydowany szachista, by później ku niezrozumieniu widza wyglądać na totalnie zdezorientowanego i niepewnego. Oprócz wspomnianych panów, pozostałe role nie rzucają się aż tak w oczy, to raczej bohaterowie poboczni budujący nam tło głównej historii.

Jeśli zaś przy historii jesteśmy to niestety scenariusz jest najsłabszym elementem „Ukrytej gry”. Fabuła została osadzona u szczytu kryzysu kubańskiego kiedy świat staje na krawędzi wojny nuklearnej, a Związek Radziecki oraz Stany Zjednoczone rywalizują ze sobą pod każdym możliwym względem. W takich okolicznościach szachiści z obu tych państw spotykają się na szachowym pojedynku rozgrywanym w Warszawie, który jak łatwo się domyślić nie odbywa się bez powodu. Choć początkowo powód ten wydaje się bardzo niejasny i do połowy filmu jako widzowie mamy więcej pytań niż odpowiedzi to później, w trakcie dosłownie jednego ujęcia wszystko zostaje wyłożone nam niczym kawa na ławę. I to jest główny zarzut w stronę twórców. Produkcja reklamowana była jako świetne kino szpiegowskie, z budowanym powoli napięciem i wydawało się, że także z zabawą w stopniowe rozwikłanie zagadki. Tymczasem w obrazie Kośmickiego napięcia jest jak na lekarstwo, momentami historia jest zwyczajnie nijaka i co jakiś czas poprzecinana dosyć prostymi, humorystycznymi wstawkami. Całość nie angażuje widza i zawiera dziwne, zupełnie niepotrzebne wątki, jak chociażby wątek hipnotyzera. Wszystko to sprawia, że mimo, iż film na pierwszy rzut oka wygląda nieźle to pod kątem fabularnym przypomina trochę wydmuszkę.

Szkoda, bo produkcja ta miała wszelkie powody, by stać się jednym z najlepszych filmów szpiegowskich w polskiej kinematografii. Tymczasem wypadła bardzo przeciętnie – mamy elementy lepsze i gorsze, ale w ogólnym rozrachunku to obraz z dobrym pomysłem, którego scenariusz niestety rozczarował.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
teoraiwszystkiego
Teoria wszystkiego – recenzja
ciacho-plakat
Ciacho – recenzja
nigdycietuniebylo2
Nigdy Cię tu nie było – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*