turystaCo robisz w sytuacji kiedy zagrożone jest życie Twoje i Twojej rodziny? Osłaniasz najbliższych, pomagasz im uciec czy może…łapiesz swojego Iphone’a i uciekasz sam, zostawiając rodzinę? Ratowanie Iphone’a brzmi zabawnie? Wcale takie nie jest, a przynajmniej nie w najnowszym filmie Rubena Östlunda „Turysta”, gdzie cała fabuła oparta jest na tym, z pozoru błahym, wydarzeniu.

Tomas (Johannes Kuhnke), Ebba (Lisa Loven Kongsli) i ich dwójka dzieci: Vera i Harry, to na pozór szczęśliwa, szwedzka rodzina spędzająca urlop we francuskich Alpach. Piękne widoki, wypoczynek na nartach i czas tylko dla siebie, krótko mówiąc: rodzinna sielanka. Idylla nie trwa jednak długo. Drugiego dnia dochodzi bowiem do groźnego wydarzenia. W trakcie obiadu na tarasie restauracji cała czwórka obserwuje zejście kontrolowanej lawiny, które Tomas uwiecznia nawet na swoim telefonie. Po chwili okazuje się jednak, że ta masa śniegu wcale nie jest aż tak kontrolowana i pędzi prosto w stronę restauracji. Ludzie zaczynają panikować, Ebba w przestrachu osłania dzieci, a Tomas łapie tego nieszczęsnego Iphone’a i ucieka do wnętrza knajpki zostawiając rodzinę na zewnątrz. Ostatecznie prawdziwa lawina nikomu krzywdy nie robi, jednakże tchórzliwa ucieczka Tomasa staje się powodem problemów małżeństwa, bo Ebba nie może wybaczyć mężowi takiego zachowania.
Jak widać historia opowiedziana w „Turyście” nie jest ani rozbudowana, ani skomplikowana i można by pomyśleć, że trąci banałem. Zwłaszcza, że w pierwszych minutach filmu reżyser serwuje nam obrazy szczęśliwej rodziny pozującej do zdjęć na stoku czy całej czwórki śpiącej razem na łóżku. Do tego nieskazitelnie białe widoki górskich szczytów, muzyka Vivaldiego w tle i mamy kontrast do późniejszych napięć między Tomasem i Ebbą. Napięć, które z czasem urastają do rangi jakiegoś olbrzymiego problemu, przestają być jedynie prywatną sprawą małżeństwa i zaczynają rzutować także na znajomych pary.

Choć film zawiera cechy klasycznego dramatu to jednak bardziej przypomina kino tragikomiczne. Östlund wałkując przez cały czas temat ratowania telefonu, a nie rodziny, serwuje widzowi dziwną mieszankę emocji. Niejednokrotnie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać z reakcji i poczynań głównych bohaterów. Kwintesencją zaś tego absurdu jest scena, w której Tomas zanosi się płaczem (niczym małe dziecko, kiedy rodzic nie chce kupić mu zabawki) i przyznaje się przy okazji do wszystkich swoich małżeńskich przewinień. Trzeba w tym miejscu przyznać, że Johannes Kuhnke w roli przytłoczonego poczuciem winy męża nie porywa. Nieco lepiej wypada Lisa Loven Kongsli w kreacji żony, ale i tak najbardziej uwagę przykuwa drugoplanowa rola Kristofera Hivju jako Matsa – znajomego naszych bohaterów, który dorzuca swoje trzy grosze do tragikomizmu całości.

Do średniej jakości gry aktorskiej dodać trzeba również nadmierną statyczność kadrów w filmie i leniwie toczącą się fabułę. Brakuje w „Turyście” odrobiny dynamiki i nieprzewidywalności, przez co momentami jest po prostu nużąco, a seans zaczyna się dłużyć.
Na pewno jest to  kino jednego wątku, na bazie którego zbudowany jest cały rodzinny dramat. Östlund zaś posługując się prostą historią na swój sposób próbuje ugryźć temat kondycji współczesnej rodziny i pozornie szczęśliwego życia. Jednakże, mimo ciekawego pomysłu reżysera, wykonanie nie przekonuje i pewnie nie każdemu przypadnie do gustu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zycnieumierac
Żyć nie umierać – recenzja
wypiszwymaluj
Wypisz, wymaluj… miłość – recenzja
psyikoty2
Psy i koty. Odwet Kitty – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*