trondziedzictwoplakatFenomenalna ścieżka dźwiękowa, niezwykła oprawa wizualna. Nawiązanie do kultowego filmu z lat 80. Do tego niezbyt dobry scenariusz. Tak wygląda Tron: Dziedzictwo.

  
Kevin Flynn wydostał się z cybernetycznego świata. W 1989 roku żegna się z synem, Seanem i ginie. Dorosły już Sean odnajduje ślady pozostawione po ojcu. Ostatecznie i on przenosi się do pełnego przemocy i zasad cyberświata. W rzeczywistości programów jako użytkownik będzie musiał stoczyć bój ze złem, pomoże mu w tym jego ojciec i przepiękna Quora.

Pierwsza część filmu Tron ma status produkcji kultowej. Obraz powstały w czasie wielkiego bumu, rozwoju komputerów domowych, a zarazem strachu – co będzie dalej? Z takim pytaniem mierzył się także bohater grany przez Jeffa Bridgesa. Po dwudziestu ośmiu latach twórcy postanowili “odkurzyć” temat. Ostatecznie wyszło im to bardzo średnio.

Zacznijmy od plusów – genialna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Daft Punk. To jeden z najlepszych soundtracków minionego roku. Efekty wizualne, chociaż nie do końca wykorzystujące technologię 3D, ale także niezwykłe. Spójne kadry, montaż, prostota koncepcji (nawiązania do grafiki wektorowej – cudna arena walk). Do tego prześliczna Olivia Wide, “Trzynastka” z serialu Dr House. Co poza tym… drewniana gra aktorów, nudny scenariusz pełen dziur i pustych scen.

Tron: Dziedzictwo “ogląda się”. Nie można “zatopić się” w opowieści. Można jedynie przeżywać go wizualnie i muzycznie. Nie każdemu taki koncept spodoba się. Jednak taki jest remake filmu Tron – nieco efekciarski, wybitny od strony muzycznej, niezły wizualnie i pełen niedociągnięć aktorskich i scenariuszowych. Może, gdyby nakręcono ten obraz pod egidą nie Disney’a, a np. Warner Bros mielibyśmy konkurenta dla “Incepcji”. A tak pozostały tylko możliwości, wykorzystane w warstwach technicznych.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
samoloty2
Samoloty 2 – recenzja
imigranci
Kamera Akcja: Imigranci – recenzja
sanctum
Sanctum 3D – recenzja
2 komentarze

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*