transformers4Najnowsza odsłona Transformersów zapewne nie przysporzy serii nowych fanów, jednakże “starzy wyjadacze” powinni być w dużej części usatysfakcjonowani. Dostali dobrze opakowany produkt trwający ponad dwie i pół godziny z masą robotów i sporą dawką wybuchów.

Tym razem opowieść rozpoczyna się miliony lat temu, aby w zawrotnym tempie przenieść się do Teksasu. Tam, trzy lata po starciach gigantycznych robotów, mechanik Cade Yeager (Mark Wahlberg) z jednej strony musi opiekować się nierozważną córką, Tessą (Nicola Peltz), z drugiej naprawić zdezelowanego trucka. Trucka, który jak się okazuje jest autobotem.

Pomysłów fabularnych wykorzystanych w Transformers: Wiek zagłady starczyłoby na dwa niezłe filmu. Mamy tu bezwzględnych ludzi polujących na autoboty, mamy przemysłowca myślącego nad stworzeniem własnym transformersów, Galwatrona, jest także kosmiczny łowca Lockdown polujący na Optimusa Prime, jest wreszcie tajemnicze „ziarno”, a na deser banda dinobotów. Niestety taka mieszanka powoduje pewne rozczłonkowanie, a co za tym idzie całość okazuje się dość nużąca i w ostatecznym rozrachunku niestety bardzo nijaka.

Nie mam zastrzeżeń co do formy wizualnej. Każda kolejna odsłona Transformersów to kolejny etap rozwoju technologii prezentowanych na ekranach kin. Także sceny akcji są niezłe, od pościgów na walkach gigantów kończąc. Niestety gorzej z samą opowieścią – pomysł “upchania” wszystkiego co się da w 150 minut okazał się złym rozwiązaniem. Na dokładkę mamy nijaką historia romansu Tessy z rajdowcem i niezbyt rozważne zachowania młodych bohaterów (na marginesie Kristien Steward ma kandydatkę w kategorii „nijakich ról i bezbarwnych twarzy” – młodą Nicole Peltz). Z takiego tygla mógł wyjść zabójczy napój, wyszła typowa breja.

Transformers: Wiek zagłady nie jest złym obrazem, jest jednak zbytnio przesycony. Tak jak najnowsza wersja Spider-Mana. Za dużo tu skrótów i nijakości. Ot, po prostu przeciętny film wprost na wakacyjne popołudnia. Coś dla fanów serii, nic ponad to.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
slowonam
Słowo na M – recenzja
kurczakzesliwkami
Kurczak ze śliwkami – recenzja
planb
Plan B – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*