tomTom. Wypowiadam w myślach imię głównego bohatera filmu cały czas, nie mogąc wyrwać się z pół-snu. Tom… Tak niejednoznaczny, zagubiony, a z drugiej strony perwersyjny, młody mężczyzna nie jest moralnym zwycięzcą. Targające nim demony przygnębienia i czarnej melancholii, kreują powstanie filmowej głębi postaci. Tom odgrywa teatr rozpaczy, teatr namiętny i wyrazisty, lecz nie karykaturalny, na ekranie, na naszych oczach. Czułam każdy kęs zadanego mu bólu, przełykając ślinę pobita w twarz nadmiarem niewypowiedzianego cierpienia.

Xavier Dolan, wcielający się w tę postać (napisał również scenariusz oraz wyreżyserował film) stworzył nowe pojęcie wrażenia. Mogłam zobaczyć coś niesamowitego, porywającego, a to wszystko zasługa młodego twórcy. 25-letni Dolan utwierdza mnie w przekonaniu, że atrakcyjne i nietuzinkowe filmy istnieją. Udowodnił, że nie jest artystą jednego filmu, ponieważ każdy kolejny obraz owocuje zbliżeniem się do perfekcji. Ten jest precyzyjny. Dopracowany w każdym szczególe. Oczywiście mogłabym doszukiwać się niedobrych ujęć czy pomysłów, pluć  jadem i stwierdzać, że film jest przesadzony, otoczony niedorzecznością. Mogłabym szukać błędów, ale nie chcę. W tym wypadku jedyne co mogę zrobić, to zachwycić się. Innego wyjścia dla mnie nie ma.

Konieczność wyrażenia artystycznego Dolana sprowadziła film do rangi dzieła. Tom bowiem prezentuje wysoki poziom wizualnych środków oraz słuszność prowadzenia fabuły w tak nieprzewidziany sposób. Okrojenie hipsterskiej stylizacji, rodzi właściwy minimalizm, zarówno jeśli chodzi o narrację, jak i obraz. Sadomasochistyczne zabawy z filmem uzmysławiają zamierzenia artysty, a ekscytacja w oczekiwaniu na jego kolejny wytwór wzrasta. Interesujące jest to, że Dolan w swoich postaciach zawsze zostawia margines wieloznaczności, zwiększając tym samym pole interpretacji. Niepewność połączona z unikalną wrażliwością wzbogaca całość oraz wychwytuje każdą emocję u widza, obezwładnia go. Scena, w której Tom i Francis tańczą tango w stodole, wypełnia się erotyzmem – zdobywa znamiona absurdu nieskończonego. Historia wstydliwie ukrywanych tajemnic rodzinnych i homofonii wydaje się podszyta jakimś perwersyjnym założeniem psychologicznym. Gra pozorów, kłamstw i pożądania ujawnia jednak nieudolność życiową bohaterów, a także wytyka wszystkie uprzedzenia.

Nie uznałam tego filmu za niedoskonały dramaturgicznie. Wręcz przeciwnie. Wszelkie niedopowiedzenia tworzą spójną całość, każdy wers filmu udoskonala na swój sposób formę filmowego wiersza, tworząc nowy rodzaj poetyki. Tytułowy Tom to mieszkaniec wielkiego miasta. Pracuje w modnej agencji reklamowej, ma dobry samochód, wygląda jak piękny hipster. Po śmierci swojego partnera udaje się do rodzinnej miejscowości Guillaume’a, w której ma odbyć się pogrzeb. Na miejscu poznaje matkę zmarłego – zamkniętą w własnej rozpaczy Agathe (w tej roli Lise Roy) oraz Francisa (Pierre-Yves Cardinal) – nieobliczalnego miejscowego dręczyciela, brata Guillaume’a. Matka nigdy nie dowiedziała się, że jej syn był homoseksualistą, a jeżeli zaczęła się domyślać, to bardzo dobrze kryła własne odczucia. Zmuszony przez Francisa Tom musi zostać na farmie, jednocześnie skazany jest na kłamstwo. Z czasem jego wizyta przedłuża się. Mężczyzna angażuje się coraz bardziej w pracę. Odkrywa biologizm i namacalność życia na wsi, które przynoszą pewne katharsis. Nawiązuje bliskie relacje z Agathe. Znajomość z Francisem to natomiast nienasycona, pełna erotycznego napięcia gra, która przyjmie niespodziewany obrót, kiedy Tom odkryje tajemnicę rodziny…

Film Xaviera Dolana to jeden z tych filmów, których się nie zapomina. Wrażenia nie zacierają się, z czasem wręcz stają się bardziej intensywne. Pragnę jego filmów więcej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
snowspiercer
Snowpiercer: Arka przyszłości – recenzja
rajnaziemi
Raj na ziemi – recenzja
I_love_you_phillip_morris_plakat
I Love You Phillip Morris – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*