thelma„Thelma” – najnowsza produkcja Joachima Triera, a jednocześnie norweski kandydat do Oscara łączy w sobie skandynawską powściągliwość i napięcie rodem z hollywoodzkich thrillerów. Dzięki temu jest to obraz, który fascynuje, jednakże mimo to nie brakuje w nim dłużyzn, przesadnego nasycenia biblijną tematyką oraz rozczarowującego finału. Kim jest więc tytułowa Thelma i czy warto ją poznać?

Thelma ( w tej roli Eili Harboe) to młoda dziewczyna, zaczynająca właśnie studia w Oslo. To też córka głęboko wierzących i konserwatywnych rodziców, a na uczelni to jedna z wielu nierzucających się w oczy studentek, można powiedzieć – outsiderka. Wszystko jednak zmienia się, gdy Thelma poznaje Anję (Kaya Wilkins) oraz paczkę jej znajomych. Trzymana dotąd pod kloszem dziewczyna stopniowo odchodzi od wpojonych jej zasad próbując imprez, alkoholu i papierosów. Pojawia się również fascynacja Anją, co w zasadzie stanowi główną oś fabuły. Równocześnie z tymi nowymi doświadczeniami Thelmę zaczynają nawiedzać ataki na kształt ataków padaczkowych, których przyczynę dziewczyna próbuje wyjaśnić.

Jak okazuje się dalej, oscylująca na granicy grzechu relacja głównej bohaterki z Anją oraz korzystanie z uciech doczesnego świata, sprawiają, że Thelma nie może poradzić sobie z własnym sumieniem i wychowaniem w duchu katolicyzmu, a to nasila ataki. Na ekranie oglądamy jak dziewczyna miota się między uczuciami i pożądaniem oraz lękiem przed Bogiem. Niemniej jednak te emocje nie są elementem, który śledzimy najuważniej. Jako widzowie skupiamy się bowiem najbardziej na atakach, które dręczą bohaterkę oraz znalezieniu odpowiedzi na pytanie, czy są to jakieś nadprzyrodzone moce, zwykła padaczka, czy może choroba psychiczna.

I na tym dociekaniu, czy Thelma posiada zdolności paranormalne, Joachim Trier oparł budowanie napięcia w swojej produkcji. Reżyser stworzył metafizyczny klimat poprzez długie, niespieszne kadry, w tym zbliżenia oraz pełną niepokoju muzykę. W filmie pojawiają się również stroboskopowe ujęcia powodujące dezorientację, momentami zaś na ekranie jest po prostu dziwnie. Pod kątem więc atmosfery i klimatu ta produkcja jest kinem, które intryguje.

Gorzej natomiast wypada strona fabularna. Pomijając fakt, że sama historia jest przewidywalna i ociera się o schematy ma się także wrażenie, że twórcy zbyt szybko podali nam na tacy wyjaśnienie przyczyny ataków, które dręczyły główną bohaterkę. Niestety od tego momentu tempo historii zwalnia, bo gdy już wszystko jest jasne, brakuje czegoś, co pociągnęłoby dalej zainteresowanie odbiorcy, który to zaczyna spoglądać na zegarek. Rozczarowuje także samo zakończenie. Wydawałoby się, że ta prosta, choć opakowana w coś na kształt thrilleru, science-fiction oraz horroru historia będzie miała równie barwne zakończenie. Tymczasem Trier funduje nam bardzo konwencjonalne zamknięcie, do którego nie wiadomo jak się odnieść.

Podobnie jak nie wiadomo, jak jednoznacznie sklasyfikować i ocenić tę produkcję, co widać po odbiorze u szerokiej publiczności. Do mnie akurat cała ta nieskomplikowana opowieść okryta pokręconym klimatem i pięknymi kadrami nie trafia, ale może znajdą się amatorzy takiego kina.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
happyhappy
Happy, Happy – recenzja
kickass2
Kick Ass 2 – recenzja
madagaskar3
Madagaskar 3 – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*