tarzan

Chyba każdy zna Tarzana – chłopca z dżungli wychowanego przez małpy. Również Davida Yates’a – reżysera m.in. kilku części kultowego już filmu o Harrym Potterze nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten ostatni postanowił właśnie odświeżyć na dużym ekranie legendę Tarzana i zaserwował nam całkiem zgrabnie zrealizowany film przygodowy.

„Tarzan: Legenda” startuje w momencie, gdy Tarzan (Alexander Skarsgård) już od dobrych paru lat mieszka wśród ludzi i razem ze swoją Jane (Margot Robbie) wiedzie spokojne życie jako lord Greystoke, jeśli zaś wraca w rodzinne strony – do dżungli, to tylko we wspomnieniach. Jednakże za sprawą dziennikarza Williamsa (Samuel L. Jackson) nasz bohater daje się namówić na powrót do Afryki, gdzie czeka na niego bezwzględny Leon Rom (Christopher Waltz). To właśnie w Afryce toczy się właściwą akcja filmu, bo przed Tarzanem zostaje postawiona misja uratowania nie tylko jego ukochanej, ale też ludu Kongo. Przy okazji człowiek z dżungli odwiedzi starych przyjaciół i…wrogów.

Jak więc widzicie Tarzan Yates’a nie będzie kolejną opowieścią o najmłodszych latach tej postaci czy jej ucywilizowaniu, tutaj mamy trochę inną perspektywę. Tutaj dorosły już chłopiec z dżungli przypomina sobie o, de facto, rodzinnych stronach i na nowo budzi dawno uśpione instynkty. Nie powinni martwić się jednak Ci, którzy o Tarzanie mają niewielkie pojęcie – twórcy zadbali o to, by w retrospekcjach przypomnieć kluczowe momenty z przeszłości naszego bohatera. Dzięki temu nikt nie powinien mieć problemów z nadążaniem za tempem akcji, które przez cały seans jest bardzo fajnie utrzymywane.

Bo w produkcji tej, jak na kino przygodowe przystało, sporo się dzieje i jest bardzo dynamicznie. Nie brakuje „latania” na lianach, walk ze zwierzętami czy walk między ludźmi, a wszystko to podkreślone jest jeszcze świetnie wkomponowaną w wydarzenia muzyką. Yates serwuje nam też miłe dla oka kadry dzikiej fauny i flory, często posługuje się zbliżeniami na detale, a nawet stosuje slow motion. Momentami jest więc bardzo klimatycznie. Wszystko to zaś sprawia, że film ogląda się bardzo sprawnie i raczej nie przyjdzie Wam się nudzić w trakcie seansu.

Niestety, mimo zgrabnej realizacji i dynamiki nie uciekniemy przed tym, że „Tarzan: Legenda” to produkcja stosunkowo prosta. Każda z postaci jest albo biała albo czarna, sam Tarzan przypomina nieco niepokonanego super bohatera, a wydarzeniom miejscami brakuje realizmu. Niektóre sceny trącą naiwnością, inne uderzają w trochę patetyczne tony. Również gra aktorska nie powala – udanie wykreowaną postacią jest doktor Williams, czyli Samuel L. Jackson wnoszący sporo humoru sytuacyjnego, z kolei odtwórcy głównych ról, a więc Alexander Skarsgård i Margot Robbie na ekranie przede wszystkim wyglądają.

Ale chyba przy tego typu produkcji należy przymknąć oko na wspomniane mankamenty i dać się porwać tytułowemu Tarzanowi w jego pełen przygód świat. Bo koniec końców najnowszy film Davida Yates’a to bardzo przyzwoita, lekka rozrywka, w sam raz na letni wieczór.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
sierpien
Sierpień w hrabstwie Osage – recenzja
zjadzabsolwentow
American Pie: Zjazd absolwentów – recenzja
birdman
Birdman – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*