Na Judi Dench na dużym ekranie zazwyczaj miło popatrzeć i między innymi dlatego skusiłam się na seans „Tajemnic Joan”. Jeśli chodzi o rolę tej aktorki (wcale nie tak dużej, jak mogłoby się wydawać po plakacie), nie zawiodłam się. Ale poza niezłą grą aktorską spodziewałam się też po najnowszej produkcji Trevora Nunna kina szpiegowskiego z dreszczykiem i intrygą. I tego akurat nie dostałam.

Bo film Nunna to raczej dramat i obyczajowo-miłosne wątki z przeszłości głównej bohaterki, tytułowej Joan, czyli właśnie Judi Dench oraz Sophie Cookson (młoda Joan). Joan – starszą kobietę, matkę i babcię, poznajemy w momencie, gdy do jej drzwi pukają agenci brytyjskiej MI5 i zabierają ją na przesłuchanie. Kobieta zostaje oskarżona o szpiegostwo na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku na rzecz ZSRR i zdradę kraju. Dalej większość fabuły to po prostu retrospekcja, poprzez którą właściwie poznajemy wszystkie sekrety z życia tej kobiety.

O dziwo fabuła w „Tajemnice Joan” została zainspirowana prawdziwą historią Brytyjki, która została zdemaskowana przez brytyjskie służby jako szpieg dopiero jako staruszka. Niestety tej nietuzinkowej opowieści nie widać w obrazie Trevora Nunna i na nic zda się sam dobry pokaz umiejętności Dench, czy również nieźle wypadającej Sophie Cookson. Produkcja ta w żaden sposób nie jest w stanie wybić się ponad przeciętność. Scenariusz biegnie tu dawno utartymi w kinowym świecie ścieżkami, rozwój historii nie zaskakuje, a ukazane wydarzenia nie oddziałują na nasze emocje. Do tego tempo zdarzeń jest jednostajne, a reżyser momentami traktuje nas jak osoby mało domyślne i bodajże dwukrotnie wkłada w usta Joan łopatologiczne wyjaśnienie swoich motywów (w które nota bene ciężko uwierzyć).

W kwestii samej fabuły oraz jej prowadzenia nie bardzo jest co wychwalać, ot, kolejna produkcja ze środkowej półki. Jest jednak coś (oprócz Judi Dench), co sprawia, że seans „Tajemnic Joan” nie do końca jest czasem straconym. To refleksje, która pojawiają się w głowie widza w miarę trwania filmu. Jak zachowalibyśmy się w tej czy innej sytuacji na miejscu głównej bohaterki? Czy świadomie podejmowała decyzje, które zaważyły później na całym jej życiu, czy może te decyzje były tylko i wyłącznie efektem intrygi, w którą była uwikłana? Czy powinna o swoich tajemnicach i przeszłości opowiedzieć rodzinie?

Nad tymi i wieloma innymi sprawami możemy się spokojnie w trakcie trwania filmu zastanawiać. Niemniej, ani ta warstwa refleksyjna, ani wspomniane wcześniej aktorstwo nie są w stanie sprawić, by do „Tajemnic Joan” można było powracać. Historia miała potencjał, na który twórcy chyba nie mieli pomysłu, a szkoda. Na seans można się wybrać pod warunkiem, że lubicie takie spokojne i skłaniające do przemyśleń, brytyjskie kino, które jednak niczym się nie wyróżnia.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
strefax
Strefa X – recenzja
salt
Salt – recenzja
partygirl
Party Girl – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*