szczesliwiludzieNa ekranach polskich kin pojawiła się niezwykła produkcja w reżyserii Wernera Herzoga i Dmitrija Wasiukowa. Obraz nominowany do Nagrody Jury Konkursu na Film z Najlepszym Scenariuszem (Lato Filmów 2012).

To dokument z życia kilku mężczyzn – traperów i myśliwych zamieszkujących syberyjską wioskę Bakhtia. Głos Herzoga, który jest narratorem całej opowieści, wprowadza nas w odległą i tajemniczą rzeczywistość Syberii. Krainy, która jest o 1,5 razy większa od USA.

Właśnie tam, dokąd można dostać się jedynie helikopterem bądź łodzią mieszkają Ginnadij Soladiew, Anatolij Blume, Giennadij Tikanow i Mikołaj Tarkowski (spokrewniony ze znanym reżyserem). Każdy z nich kilka razy w roku opuszcza na parę miesięcy swoją rodzinę i rusza na polowanie.

– Każdy mężczyzna ma swoje przeznaczenie, ma swój rejon i swój plan – mówi w zadumie Mikołaj. W trudzie towarzyszy mu jedynie wierny pies – Bez psa bylibyśmy nikim, a nie myśliwymi – podsumowuje Giennadij. Uzbrojeni w strzelbę, własną chęć przetrwania i osobliwy kodeks postępowania ruszają na polowanie.

– Trafiłem tutaj w 1970 roku. Mnie i mojego partnera przywieźli tu samolotem. Dali rejon o powierzchni 1500 km2 i kazali polować. Powiedzieli, że dowiozą niezbędne towary. Nikt nie przyleciał. Przetrwałem zimę bez ciepłych ubrań. Byłem tu od 5 sierpnia do 2 lutego. Mój partner nie wytrzymał  – wspomina Ginnadij. W tak trudnych warunkach liczy się tylko upór i pracowitość, a kto tego nie ma, nie przetrwa tu długo. Widz wędruje więc z bohaterami filmu przez cztery pory roku – zmagając się z chmarą komarów, nieprzewidywalną rzeką Jenisej, ulewnymi deszczami i głębokimi śniegami. Okazuje się, że tylko w ten sposób Ci ludzie odnajdują swoje szczęście. Jak mówi Mikołaj Tarkowski, tylko tu mogą „należeć tylko do siebie!” i nic nie musieć. Żyć w zgodzie z naturą i stać się szczęśliwymi ludźmi. A jeśli Ty chcesz przez chwilę dotknąć takiego szczęścia…idź na ten film!

Opowieść Herzoga o Antarktydzie w Spotkaniach na krańcach świata jak i Szczęśliwych ludziach: rok w tajdze wzbudził we mnie po raz kolejny tęsknotę za krainą, w której życie w zgodzie z naturą daje największe poczucie szczęścia. Myślę, że pewnie każdy z nas nosi taką krainę w sobie. Ten film nie jest jednak opowieścią sielankową. Widzimy ogromny trud tych ludzi w zmaganiach z naturą. Piękne zdjęcia i muzyka Klausa Badelta pozwala na chwilę zapomnieć o mieście i poczuć się prawdziwie wolnym! Zachęcam więc do takich doznań. Film bardzo dobry!

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
cezarmusi
Cezar musi umrzeć – recenzja
45lat
45 lat – recenzja
graceksieznamonaco
Grace księżna Monako – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*