szczescietymojeTrzeba być bardzo naiwnym, by wierzyć, że sztuka może dzisiaj zbawiać i oczyszczać – to fragment wypowiedzi Siergieja Łoźnicy, dokumentalisty z Białorusi, której udzielił w jednym z wywiadów. Jego debiut fabularny Szczęście ty moje, nagrodzony na wielu festiwalach, nominowany do Złotej Palmy na festiwalu w Cannes, właśnie wszedł do polskich kin.                   

Georgij jest kierowcą ciężarówki. Gdy zatrzymuje się w korku, zaczepia go nieletnia prostytutka. Idzie za nim do samochodu. Mężczyzna częstuje ją jedzeniem i kawą. Za jej namową zbacza z głównej drogi. Georgij nie zna miejsca, do którego zmierzają, dziewczyna – jego zamiarów.                

Szczęście ty moje nie posiada tradycyjnej fabuły; składa się z kilku wątków, które razem tworzą portret współczesnej Rosji. Kraju, gdzie rządzi bezmyślne okrucieństwo, a ludzie otępiali są od nieustannej przemocy i biedy. Nie ma w nim miejsca na beztroskę i niewinność, bo te zaraz zostaną bezwzględnie ukarane. Rzeczywistość rejestrowana jest chłodno przez Olega Mutu. Operator ten może być znany widowni ze wstrząsającego, ascetycznego filmu 4 tygodnie, 3 tygodnie i 2 dni. Podczas gdy akcja Szczęścia… toczy się bardzo powoli, obraz filmowy trzyma w napięciu. Kamera śledzi bohaterów, przemierza przestrzenie,  jakby czekając na zwodniczy gest, kolejną zbrodnię.   

Jednocześnie, losy bohaterów nie są angażujące – nie potrafiłam się z nimi utożsamić ani przejąć się nimi. Jednak może nie to było zamierzeniem reżysera –  Szczęście ty moje jest zapisem piekła, jego świat jawi się jako koszmar. Tak jak w koszmarze nie ma logiki przyczynowo-skutkowej, tak i w filmie brak jest psychologicznej motywacji zbrodni. Czy więc ponura rejestracja kilku masakr wystarczy, by film był udany?                                

Szukam mocnej strony tego filmu, mając w pamięci słowa Łoźnicy. I może, paradoksalnie, siła Szczęścia… tkwi gdzie indziej. Nawet jeśli szerzące się zło i przemoc nie robi wrażenia na widzu, ledwie strasząc postaci, które do takiej rzeczywistości są przyzwyczajone, film może być wstrząsający właśnie przez tę zamierzoną obojętność, chłód i monotonię. Wstrząsający, bo, jako portret społeczeństwa, dowodzi, że  można tak właśnie żyć. Że piekło nie ma końca, bo każdy, prędzej czy później, zostanie zbrodniarzem.  Że żadnego odkupienia, ulgi, przebaczenia i oczyszczenia – nie będzie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
bogowieulicy
Bogowie ulicy – recenzja
starcie_tytanow
Starcie Tytanów – recenzja
bluejasmin
Blue Jasmine — recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*