synszawla20. Forum Kina Europejskiego Orlen Cinergia stoi pod znakiem produkcji, które pretendują do walki o oscarowe nominacje. Po reprezentantach Niemiec czy Chorwacji czas na Węgry i fabularny debiut Laszlo Nemesa.

O Holokauście w kinie powiedziano już tyle, że niemal niemożliwym jest odnaleźć na filmowej mapie dzieło traktujące ten temat w oryginalny sposób. Na szczęście są jeszcze tacy twórcy, jak wspomniany Nemes. Reżyser zabiera swoich widzów w sam środek piekła. Jego bohaterem jest członek Sonderkommando, Szaweł (Geza Rohrig), który pracuje w krematorium obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pewnego dnia wśród ofiar odnajduje on chłopca – uważa, że to jego syn. Mężczyzna nie chce dopuścić, aby ciało dziecka spłonęło wraz z innymi w wielkim piecu, ukrywa je, pragnie za wszelką cenę godnie pochować. Aby zrealizować swój plan potrzebuje pomocy rabina.

Zdawkowa fabuła jest dla debiutanta wyłącznie pretekstem do zaprezentowania brutalnego spektaklu. Potęguje on emocje zamykając widzów w klaustrofobicznym świecie. Wszystko za sprawą kamery, która umiejscowiona jest tuż za plecami głównego bohatera. Zagląda ona wszędzie tam, gdzie czai się zło. Większość wąskiego kadru wypełnia sylwetka Szawła, zdjęcia dalszego planu często są rozmazane, niedopowiedziane. Krocząc za bohaterem, podchodząc bliżej można zaobserwować stosy martwych, niedbale poukładanych mas ludzkich ciał. Świat widziany z niejako pierwszoosobowej perspektywy jest przytłaczający i przerażający. Całość utrzymana została w ponurych, ciemnych kolorach, by jeszcze bardziej spotęgować beznadzieję sytuacji, w której przyszło znaleźć się ekranowym postaciom. Auschwitz w obrazie Laszlo Nemesa to istna fabryka śmierci, w której nie ma czasu na wytchnienie, chwilę oddechu. Być może będzie to zbyt śmiałe stwierdzenie, ale praca za murami obozu koncentracyjnego przypomina tutaj system taśmowy. W kolejce do komór gazowych i spalarni czekają transporty niewinnych i bezbronnych ofiar. Stąd nie ma ucieczki. Żeby tego było mało, Węgier dobija swoich odbiorców warstwą dźwiękową, na którą składają się głównie: wrzaski, krzyki, płacz i ujadanie psów. Całości towarzyszy również pełna gama różnorodnych języków – z ekranu można usłyszeć dialogi po węgiersku, niemiecku, a nawet polsku – istna wieża Babel.

Syn Szawła to obraz, w którym nie miejsca na kompromis, jego reżyser prezentuje świat, w którym brak jakiejkolwiek nadziei. Co najważniejsze nie korzysta z utartych klisz, nie kroczy już wydeptanymi ścieżkami. Można polemizować, czy stosowany przez niego nadmierny naturalizm nie jest zbytnim nadużyciem – nikt do tej pory nie pokazywał dramatu więźniów obozów koncentracyjnych z tak bliska. Jedną z najmocniejszych i najbardziej poruszających scen w filmie jest ta, w której Szaweł znajduje się pośród osób prowadzonych na śmierć. W oddali można zauważyć ogromne palenisko, na bliższym planie znajdują się nagie kobiety i mężczyźni, na których z przeładowanymi pistoletami oczekują esesmani. Słychać kolejne strzały, następne osoby niczym zapałki lądują w ogromnym dole, by zostać spalonymi w zbiorowej mogile. Piekło na ziemi.

Aż dziw bierze, że początkujący reżyser na swój fabularny debiut wybrał tak trudny temat. Nie mniejszym zaskoczeniem jest jego twórcza ambicja, świadomość i konsekwencja w działaniach. W momencie pojawienia się na ekranie napisów końcowych, trudno podnieść się z fotela. I choć sam finał jest mocno dyskusyjny, to całościowo film miażdży swoją autentycznością i nie pozwala o sobie zapomnieć. Laszlo Nemes otwiera nowy rozdział w kategorii filmów o Holokauście.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wiezajasnydzien2
Wieża. Jasny dzień – recenzja
szczesliwypoeta
Szczęśliwy poeta – recenzja
birdman
Birdman – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*