Nieczęsto w naszej rodzimej kinematografii można spotkać filmy tak kameralne, a jednocześnie nasycone emocjami i stanowiące powiew świeżości jak „Supernova” Bartosza Kruhlika będąca jego debiutem fabularnym. Choć to produkcja prosta w pomyśle i rozegrana na niewielkiej przestrzeni to równocześnie na tyle uniwersalna i trzymająca w napięciu, że stanowi interesującą propozycję wśród całej masy tworzonych obecnie obrazów.

Punktem wyjścia dla opowieści jaką toczy przed nami Kruhlik jest niewielka wieś gdzieś w Polsce, a właściwie wypadek samochodowy, do którego doszło na drodze w tej wsi. Tak częste w naszym świecie zdarzenie staje się tutaj kanwą nie tylko, jak można się spodziewać, do analizy tragedii poszczególnych jednostek, ale i do analizy zachowania konkretnych grup społecznych i wyciągania problemów całych społeczności. Ku zaskoczeniu pewnie niejednego widza, twórcom udało się w tak krótkim obrazie wyraźnie zaakcentować tematy totalnie uniwersalne jak postępowanie tłumu w obliczu dramatu (w tym biorącą górę nad rozsądkiem chęć linczu), nieudolność postępowania służb mundurowych, czy konsekwencje rządzących w kraju układów politycznych. A wszystko to w zasadzie w godzinnym seansie.

Nie dziwi więc, że w „Supernova” aż kipi od emocji, zwłaszcza, że jesteśmy wrzuceni w sam środek wydarzeń i tak jak szybko się w nich znajdujemy, tak szybko dochodzimy do punktu kulminacyjnego i zostajemy z własnymi refleksjami. Bo Bartosz Kruhlik ze swojej strony nie narzuca nam jako widzom żadnych komentarzy, nie ocenia zachowania głównych bohaterów, mało tego, tak naprawdę żadna z postaci nie skupia na sobie wyłącznej uwagi kamery. Choć film na pozór ma trzech głównych bohaterów: policjanta (Marek Braun), kierowcę samochodu (Marcin Hycnar) oraz mieszkańca wspomnianej wsi, a zarazem męża i ojca (Marcin Zarzeczny) to w miarę trwania opowieści okazuje się, że u Kruhlika głos mają nawet statyści – stanowiący gapiów pozostali mieszkańcy, a kamera podąża za każdym po trochu. Tym samym śledzimy też jednocześnie kilka wątków, które twórca bardzo sprawnie wprowadza i przeplata, nie dorabiając do tego praktycznie żadnej wcześniejszej czy późniejszej historii, która dopowiedziałaby losy postaci.

„Supernova” nie jest jednak pozbawiona mankamentów. Pozornie barwne postaci w gruncie rzeczy powielają utarte schematy, a momentami możemy spokojnie przewidzieć kolejne zdarzenia. Najbardziej odbiegające od dobrego poziomu całości produkcji jest zakończenie, zwyczajnie rozczarowujące, bez mocnego akcentu, którego należało się spodziewać. Niemniej jednak w ogólnym rozrachunku debiut Bartosza Kruhlika nadal stanowi bardzo ciekawą, kinową propozycję wartą uwagi.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
cyrkcolombia
Cyrk Columbia – recenzja
lucy
Lucy – recenzja
zlemamusci
Złe mamuśki – recenzja
2 komentarze
  • Alex
    11 grudnia 2019 at 15:47

    Popełniłem jeden błąd.. zabrałem dziewczynę na randkę na ten film. Co nie zmienia faktu, że film robi piorunujące wrażenie. Mam nadzieję, że będzie mi dane obejrzeć więcej takich. Brawo!

  • Dawid
    11 grudnia 2019 at 15:45

    Jestem kompletnie zaskoczony tym filmem!
    Fakt faktem nie należy do długich, ale obejrzałem go na jednym oddechu.
    Wielki szacunek

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*