staryczlowiekimoze

“Krew człowieka zalewa, gdy czasy się zmieniają” mówi główny bohater filmu “Stary człowiek i może” i w zasadzie sam wystawia sobie wizytówkę. Starszy człowiek, zrzęda z ciętym językiem,  który wszystko wie najlepiej i któremu ciężko uwierzyć w młode pokolenie – nie od dziś znamy ten typ kinowego bohatera. Również nie pierwszy raz kinematografia serwuje nam taką postać w słodko – gorzkim obrazie jakim jest ta fińska produkcja w reżyserii Doma Korukoskiego. Czy mimo wtórności motywu znajdziemy w tym filmie jakiś powiew świeżości?

Zacznijmy od tego, że faktycznie, stary tetryk na dużym ekranie nie jest niczym odkrywczym. Bohater Korukoskiego to wiecznie niezadowolony konserwatysta i uparciuch, który szybko się irytuje i chętnie marudzi. Idealizuje dawne czasy, nie bardzo nadąża za współczesnym światem i chyba najlepiej czuje się samemu. Niestety po niefortunnym upadku ze schodów i naderwaniu wiązadła w nodze starszy pan musi przenieść się do Helsinek by dojść do siebie pod opieką syna i jego “młodej żonki”. Dopiero tam pokazuje całą swoją osobowość.

Jak można się łatwo domyślić, taki charakter i fabuła muszą nieść za sobą element komediowy. Nie inaczej jest w filmie “Stary człowiek i może”. Nieporadne próby radzenia sobie głównego bohatera z nowymi technologiami, jego konfrontacje z liberalnymi poglądami młodszego pokolenia i uszczypliwe komentarze w stronę otoczenia, w tym w kierunku synowej, wywołują śmiech widowni. W znacznym stopniu pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do tego starszego pana, dla nas obsługa elektrycznej szczoteczki do zębów czy smartphone’a wydaje się banalnie prosta. Z drugiej strony nie jest to całkiem beztroski śmiech, bo idzie za nim dosyć gorzka refleksja na temat właśnie takiego starszego pokolenia, które nie radzi sobie w zetknięciu ze współczesnością. Współczesnością, która również nie umyka ciętym komentarzom naszego tetryka. Po części celnie wypunktowuje on nam zawrotne tempo życia, pogoń za karierą, niecierpliwość czy zatarte granice między społecznymi rolami kobiet i mężczyzn.

 Produkcja Doma Korukoskiego nie jest jednak kinem jednego bohatera. Przez większość filmu odtwórcy głównej roli Antti Litja dobrze partneruje Maria Perankoski w kreacji apodyktycznej synowej. Niestety, mimo całkiem udanej strony aktorskiej same postacie są tu jednowymiarowe.

“Młoda żonka” to typowa kobieta sukcesu goniąca za kolejnymi szczeblami kariery, syn zaś to tzw. pantoflarz dbający na co dzień o dom i dzieci. W trakcie seansu ciężko oprzeć się wrażeniu, że bohaterowie Ci wręcz ociekają stereotypami i powielają znane nam schematy w żaden sposób nie pogłębiając fabuły filmu.

W ostatecznym rozrachunku, zapewne mimo szczerych chęci reżysera, w “Stary człowiek i może” ani stworzone postacie, ani sama historia nie wnoszą nic nowego w temu podobne produkcje. To po prostu poprawny komediodramat zgrabnie żonglujący komizmem i powagą, z przewagą tego pierwszego.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
przelotni
Przelotni kochankowie — recenzja
savages
Savages: ponad prawem – recenzja
zaginiona
Zaginiona – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*