slincewzenicieWiele lat musiało upłynąć, by kino upomniało się o sportretowanie wojny bałkańskiej. W ostatnim czasie na wielkich ekranach pojawiają się kolejne tytuły obrazujące wydarzenia z początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Najnowszym spojrzeniem na sprawę jest obraz Dalibora Matanica.

Reżyser i zarazem scenarzysta proponuje widzom trzy opowiadania, które rozgrywają się na przestrzeni trzydziestu lat. W pierwszym przedstawia on zakazaną miłość dwojga młodych ludzi mieszkających po dwóch stronach granicy. W kolejnej portretuje krajobraz po bitwie, gdzie rany się jeszcze nie zagoiły i próżno myśleć o uczuciach. Na koniec zaprezentowany zostaje współczesny obraz Bałkanów i mimo iż kalendarz wskazuje na 2011 rok, to wiele osób wciąż nie może poradzić sobie z przeszłością. W pamięci wciąż powbijane są traumatyczne gwoździe. Całość dopięta jest pewną wizualną klamrą – tytułowym Słońcem w zenicie.

Matanic stworzył bardzo skromny film. Do współpracy zaprosił kilku aktorów, którzy pojawiają się we wszystkich trzech nowelach. Reżyser postawił przed nimi trudne zadanie, bowiem za każdym razem muszą oni przymierzać inne „buty”. Szczególne brawa należą się Tihanie Lazović, która urzekła mnie swoją naturalnością. W jednym z aktów przyszło jej zagrać samotną matkę, która nie potrafi wybaczyć swojemu ukochanemu zdrady. Żeby była jasność, nie został przyłapany „in flagranti” z inną – zdrada miała znacznie głębszy, psychologiczny wymiar. Aktorka nie musi nic mówić, by wyrazić to, co czuje. Wystarczy spojrzeć w jej puste oczy, można z nich czytać, jak z otwartej księgi. Jej bohaterka poszukuje oczyszczenia, trudno jednak o „katharsis”, gdy w sercu wciąż pozostały drzazgi.

Te po seansie tkwią również w głowach widzów. O ile sam pomysł na zbudowanie Słońca  w zenicie zasługuje na poklask, o tyle samą realizację pierwotnych założeń należy krytykować. Matanic prezentując Bałkany z roku 1991, 2001, czy 2011 wciąż korzysta z tych samych klisz. Reżyser powiela schematy, gubiąc się gdzieś po drodze. Z każdym kolejnym opowiadaniem ekranowe emocje nie różnią się od siebie. Zmienia się krajobraz i rzeczywistość, niezmienne pozostaje jednak ludzkie podejście do wielu spraw. Nie neguję, że społeczeństwo byłej Jugosławii lat nadal cierpi, że konflikty zbrojne pozbawiają nadziei, być może należało zrezygnować z fabularnych podziałów i stworzyć jedną, spójną historię? Przy oglądaniu kolejnej części widz może poczuć się jak niezadowolony klient w restauracji, któremu szef kuchni serwuje odgrzewany kotlet, dla niepoznaki polewając go innym sosem. Niestrawności daje się uniknąć, jednak lekki niesmak pozostaje.

Chorwaci podobnie jak Niemcy próbują rozliczać się ze swoją historią. Nie będę oceniał ich oscarowych szans, gdyż powszechnie wiadomo, że Kapituła lubi zaskakiwać. Wiedząc jednak o ambicjach bałkańskiego dzieła tym bardziej żałuję, że jego autor skierował je w ślepą uliczkę. Słońce w zenicie trochę go oślepiło.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
krainalodu
Kraina lodu – recenzja
jedzmodlsiekochaj
Jedz, módl się, kochaj – recenzja
takapieknakatastrofa
Taka piękna katastrofa – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*