snajperChris Kyle – amerykański żołnierz Navy SEALs, czterokrotny uczestnik misji w Iraku, snajper wyborowy (najskuteczniejszy w historii armii Stanów Zjednoczonych). Zginął w lutym 2013 r. z rąk innego amerykańskiego weterana. Dla jednych bohater narodowy, dla innych niekoniecznie. Jakkolwiek nie traktować tego człowieka, jego historia to czysty materiał na typowo amerykański dramat wojenny z wojownikiem w roli głównej. I takim też filmem jest „Snajper” w reżyserii Clinta Eastwooda bazujący na historii Kyle’a.

Eastwood w swoim najnowszym dziele opowiada widzom przede wszystkim historię człowieka, który w ogromnym poczuciu misji bezwzględnie służy ojczyźnie i całkowicie odnajduje się na misjach w Iraku. Człowieka, który święcie wierzy w słuszność tego, co robi i niczego ze swych dokonań nie żałuje. Drugostronnie to również, choć w znacznie mniejszym stopniu, historia męża i ojca, którego z racji jego zawodu ciągle nie ma z najbliższymi. Zdecydowanie mniej jest natomiast w obrazie Eastwooda otoczki politycznej konfliktu w Iraku. Reżyser raczej nie dyskutuje tu nad słusznością, i  samej wojny, i poczynań tytułowego Snajpera. Ponadto ukazanej w filmie rzeczywistości ewidentnie brakuje odcieni szarości – Clint posługuje się jedynie bielą i czernią, przy czym amerykańscy żołnierze walczący w Iraku są tu oczywiście tymi bielszymi siłami. Młodocianym rebeliantom z bronią w ręku pozostało zaś przyjąć, zgodnie z przekonaniem Kyle’a, rolę zła w czystej postaci.

Z punktu widzenia kina akcji „Snajper” nie odbiega poprawnością od typowych obrazów tego gatunku. Akcja filmu jest dynamiczna i toczy się dwutorowo – działania Chrisa Kyle’a na misjach przeplatane są wycinkami z jego życia rodzinnego.  O ile zaś sceny wojenne trzymają odbiorcę w napięciu, o tyle oddzielające kolejne wyjazdy na misje kadry z domu głównego bohatera, znacznie spowalniają tempo wydarzeń. Nie udało się natomiast Eastwoodowi uniknąć pojawiającego się miejscami, typowego dla takich obrazów patosu, jak chociażby w scenie, gdy nasz snajper wraz z żoną w przerażeniu śledzą relację z zamachu na World Trade Center.

Jeśli zaś chodzi o samą postać tytułowego snajpera to Eastwood w jego roli obsadził Bradleya Coopera, który, trzeba przyznać, świetnie odnalazł się w powierzonej mu kreacji. W postaci człowieka do zabijania jest niezwykle autentyczny i przekonujący, w czym na pewno pomaga mu mocno zmieniona fizjonomia. Ale Cooper radzi sobie także w tej rodzinnej części obrazu, w której dobrze partneruje mu Sienna Miller (żona Chrisa Kyle’a). Jako aktorowi Bradleyowi udaje się gładko wejść w skórę kochającego ojca i męża oraz weterana cierpiącego na stres pourazowy, a także znakomicie wychwycić i przekazać stan emocjonalny żołnierza ślepo oddanego sprawie i chroniącego swych kompanów.

Podsumowując, „Snajper” to pod pewnymi względami bardzo poprawne kino wojenne, opowiadające o amerykańskim bohaterze. To też swego rodzaju filmowy pomnik Chrisa Kyle’a. Obraz zdecydowanie bije rekordy popularności w Stanach, czy podobną furorę zrobi wśród polskiej widowni?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
spkojwduszy
Spokój w duszy – recenzja
szefowiewrogowie
Szefowie wrogowie 2 – recenzja
kluczdowniecznosci
Klucz do wieczności – recenzja
1 Komentarz
  • 22 lutego 2015 at 17:28

    Zgadzam się, że film to solidne kino wojenne. Dla mnie jednak najbardziej rozczarowujące jest to, że Snajper miał być filmem biograficznym, ale mnóstwo faktów zostało przekłamanych albo wręcz zmyślonych. Moim zdaniem Eastwood albo powinien być wierny prawdziwej historii Chrisa Kyle’a, albo zrobić film o jakimś fikcyjnym snajperze i wtedy robić co mu się podoba. Przykład? Pojedynek z Mustafą (oś fabularna filmu) nigdy nie miał miejsca. O pozostałych można przeczytać choćby tu: http://randomowerankingi.pl/10-klamstw-w-filmie-snajper/

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*