smerrffrr

Nadszedł dzień urodzin Smerfetki. Wszystkie Smerfy z wioski przygotowują dla niej z tej okazji wielką uroczystość. Chcą swojej siostrze zrobić niespodziankę, dlatego też próbują zachować przed nią swoje plany w tajemnicy.

Ta zmartwiona, że nikt nie pamięta o jej święcie udaje się na samotny spacer i… zostaje porwana! Za tym niecnym czynem stoi oczywiście największy wróg Smerfów – podstępny czarnoksiężnik Gargamel (Hank Azaria), chce on za wszelką cenę uzyskać smerfową magiczną recepturę, która pomogłaby mu w osiągnięciu władzy nad całym światem. Plan jest jednak tylko pozornie prosty. Papa Smerf, kilku jego podopiecznych, oraz przyjaciele, których poznali w pierwszej części wyruszą odbić Smerfetkę z rąk podłego maga.

Po nieudanej pierwszej odsłonie, sceptycznie podchodziłem do sequela przygód niebieskich postaci w śmiesznych białych czapeczkach. Cóż, twócy fabularnej wersji w 2011 roku zburzyli pomnik wybudowany początkowo przez Peyo, który zilustrował te przyjemne figurki, a następnie przez telewizję NBC, która na kanwie komiksu wyprodukowała animowany serial, cieszący się ogromną popularnością wśród kolejnych pokoleń widzów na całym świecie. No właśnie pokoleń, w przypadku odświeżonej wersji Smerfów owo słowo jest właśnie kluczem. Film, którego reżyserem jest Raja Gosnell przeznaczony jest przede wszystkim dla najmłodszych.

Starsi widzowie zostali pominięci – w przypadku pierwszej części zupełnie, przy drugiej odsłonie jest nieco lepiej, ale także nie ma się co zachwycać. Wprawdzie kilkakrotnie twórcy puszczają oczko do starszych, ale wychodzi im to dość nieudolnie. Jest wprawdzie kilka momentów, w którym uśmiech na twarzy pojawi się zarówno u najmłodszych jak i ich opiekunów, ale nie oszukujmy się, jest ich na prawdę niewiele. Pomysł na wykorzystanie pochodzenia Smerfetki był świetny. Jest to najciekawsza postać z całej smerfnej rodziny, przede wszystkim dlatego, że została ona stworzona przez Gargamela – miała być jego przepustką do władzy. Jak na bajkę przystało, dobro zwyciężyło zło, czyli miłość do blondwłosej piękności Papy Smerfa była silniejsza niż nienawiść czarnoksiężnika do jego rodziny i dziewczyna przeszła na dobrą stronę mocy.

Niestety sam pomysł to nie wszystko, ponowne przeniesienie opowieści do współczesnego świata jest kolejnym strzałem w kolano. Czy wioska Smerfów jest złą lokalizacją? Po co wykorzystywać jako tło Paryż? Owszem można pooglądać zabytki i podziwiać francuskie krajobrazy, ale ojczyzna niebieskich stworków też jest bardzo przyjemna i daje duże (większe?) możliwości fabularne. W przypadku przenoszenia historii na obcy grunt broni się jedynie wykreowanie Gargamela na światowej sławy iluzjonistę, którego talent został przypadkowo odkryty dzięki filmikowi w serwisie youtube. Z racji tego, że filmowe Smerfy są uwspółcześnione, na ekranie pojawiają się takie przedmioty jak: tablety czy laptopy.

Na ich ekranach można zaś dostrzec portale typu facebook – nawet Klakier ma swój profil. Skoro już wspomniałem o rudym kocim towarzyszu niecnego maga, to należy podkreślić, że jest to prawdziwa gwiazda ekranu. Sceny z jego udziałem należą do najlepszych w całym filmie, a jego “dyskusje” z Panem, to prawdziwe perełki – należy jednak pamiętać, że to nie on w tej smerfnej historii powinien być numerem jedenm. Klakier winien być tylko wisienką na torcie, charakterystycznym dodatkiem do ciekawej opowieści. W sukurs idą mu nowi bohaterowie Wredki: Vexy i Hakus – niesforne wytworki eksperymentu Gargamela, oraz ojczym Patricka – Victor. Brendan Glesson, któy wciela się w tę postać przyćwiema na erkanie zarówno Hanka Azarię i Neila Patricka Harrisa. Jego postać idealnie pasuje do slapstickowego charakteru filmu – jest szalony, pomysłowy i w odróżnieniu od filmowego pasierba nie jest nudny i nijaki. Przyczepić się też nie można stronie wizualnej filmu, choć mógłbym po raz enty narzekać na niepotrzebne wykorzystanie technologii 3D.

Kilka ciekawych rozwiązań, to wciąż za mało. Jest wprawdzie progres, w porównaniu z pierwszą częścią, nowa historia wypada okazalej, ale ponownie nie ma tej smerfnej magii, która przyciągała (przyciąga?) przed telewizory całe rzesze fanów. Jaka jest więc recepta na sukces? Może spróbować zrealizować historię Smerfów wyłącznie w ich wiosce? Apeluję do twórców, żeby się nad tą sprawą zastanowili. Film w kinach dostępny jest w polskiej wersji językowej.

Swoich głosów użyczyli m.in. Małgorzata Socha (Smerfetka), Agnieszka Dygant (Vexy) czy Jerzy Stuhr (Gargamel). Moim zdaniem dubbing jest poprawny, ale nie chwyta za serce. No może chwilami ponad przeciętność wybija się Pan Jerzy. Fabularnie w szkolnej skali dałbym tróję, wizualnie czwórkę z plusem, co po wyciągnięciu średniej daje wynik przeciętny – takie właśnie są „Smerfy 2”.

cinemacity_logo

Seans obejrzany, dzięki uprzejmości Kina Cinema City. Polecamy i zapraszamy!

Więcej recenzji na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
donoma
Donoma – recenzja
koniecczasu
Koniec czasu. Wszystko zaczyna się teraz – recenzja
jutrobedziemyszczesliwi
Jutro będziemy szczęśliwi – recenzja
1 Komentarz
  • bexi
    27 września 2015 at 08:49

    jak sie nazywa ta co ma czarne włosy i niebiezkie pasmo

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*