7296134.3Wysmakowana estetyka syci wzrok widza orientalnymi bibelotami, mistycznymi symbolami, porcelaną i zbytkownymi strojami, jednocześnie nie kontrastując z brudem i ubóstwem londyńskiej codzienności.

Wymieszane ze sobą, na pozór kompletnie różne składniki, dopełniają się wzajemnie tworząc obraz niezwykle charakterystyczny, wyrazisty i prawdziwy, przenoszący nas do świata autentycznego, namacalnego, niemal realnego w swojej absolutnej niezwykłości.

Zdjęcia, autorstwa Philippa Rousselot nie ukazują jedynie ciemnych zaułków i wysublimowanych, ociekających jedwabiami i złotem pomieszczeń. Wreszcie mamy możliwość poznania ogromu imperialnego Londynu, jego gargantuicznych fabryk, niezliczonych przecinających miasto arterii i zniewalającej panoramy, obserwowanej z najwyższych przęseł Tower Bridge.

Żyjąc tokiem kolejnych odsłon, nagłych zwrotów akcji splecionych z momentami dedukcji i kontemplacji, odkrywamy w filmie Ritchiego, dawno zapomniane, pokłady drzemiącej w nas pasji, potrzeby przeżywania przygód, ekscentryczności, rozwiązywania logicznych zagwostek…

Dlatego przecież sięgamy nadal po prozę Doyle’a. Dlatego powieść o Sherlocku doczekała się aż tylu bardziej, lub mniej udanych ekranizacji. Ten odległy świat wciąż pasjonuje nas swoją gotycką nutą, gazowym oświetleniem i brukiem ulic wiktoriańskiego West Endu.

Jednocześnie… Sherlock nie musi być przecież nienagannie ubranym, typowym angielskim gentlemanem, który do swoich błyskotliwych wniosków dochodzi sącząc znakomitą herbatę z bergamotką,  usadowiony w aksamitnym, karminowym fotelu. Niekoniecznie nawet ma obowiązek konsultować swoje hipotezy z nieco korpulentnym Watsonem, który niemal całe życie spędzi w stanie starokawalerstwa.

Robert Downey Jr. i Jude Law stworzyli bohaterów na miarę naszych czasów. Nostalgicznie angielskich, a jednocześnie na wskroś nowoczesnych. Nadal znakomicie wychowanych, przenikliwych i pełnych pasji, ale zarazem ludzkich, dowcipnych, mających swoje słabości, popełniających błędy i narażonych na gro prawdziwych niebezpieczeństw.

I rzeczywiście… wszystko wydawałoby się predestynować obraz do miana nowego kanonu współczesnej, powieściowej ekranizacji, gdyby nie wyjątkowo nijakie role kobiece. Trywialne, przewidywalne i nazbyt pejoratywnie „amerykańskie” kreacje miały, być może, nie konkurować z wyrazistością protagonistów. A szkoda, bo… bynajmniej nie były w stanie im zaszkodzić, a pozostawiły niedosyt dla miłośników dopracowanej drugoplanowości.

(Fot: mat. prasowe)

Przeczytaj również:

Wrota do piekieł – recenzja

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
piekno
Piękno – recenzja
ripd
R.I.P.D. Agenci z zaświatów – recenzja
lewiatan
Lewiatan – recenzja
2 komentarze
  • Marian
    16 lipca 2010 at 11:32

    swietny filn, z humorem i dużą dawką akcji… jako rozrywka idealny żeby się rozerwać, myśle z e to dobrze wydane pieniądze 😉 polecam

  • Brook Logan
    5 stycznia 2010 at 09:07

    mimo „trywialnych, przewidywalnych i nazbyt pejoratywnych „amerykańskich” kreacji” i tak się na ten film wybiorę 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*