seksnarkotykiipodatkiChristoffer Boe przeniósł na ekran prawdziwą historię dwóch duńskich „biznesmenów”, których ambicje i chęci zrobienia wręcz utopijnego biznesu, doprowadziły do nieudacznictwa i psychozy. Tak naprawdę widz od samego początku zdaje sobie sprawę z jakimi bohaterami spędzi prawie dwie godziny.

Pierwszy – Mogens Glistrup (w tej roli Nicolas Bro) to adwokat i polityk, bezwzględnie walczący o zrealizowanie swojego nierealistycznego planu. Jest nim państwo, w którym nie płaci się podatków. Według jego filozofii osoby nie płacące podatków są symbolem patriotów, walczących ze złem. Drugi – Simon Spies (Pilou Asbæk) jest właścicielem biura podróży, które przejmie linie lotnicze i stanie nie potentatem na duńskim rynku turystyki. Jednak, jego głowę w większym stopniu zaprząta seks niż prowadzenie biznesu.

Obydwaj panowie połączyli swoje siły. Mogens pomógł Simonowi przejąć linie lotnicze i stworzyć gigantyczne biuro podróży, przynoszące niezwykłe zyski. Sednem sprawy tego przedsięwzięcia było nie płacenie podatków z prowadzonej działalności. Mogens mógł się czuć spełniony – jego walka z bezdusznym państwem została wygrana… Chociaż, jak możemy się domyślać, nie na długo. Za to Simon, stając się królem turystyki, mógł oddawać się wprost chorym i odstręczającym widza przyjemnościom seksualnym.

Bohaterowie filmu są odpychający i próżni. Ich myślenie a także czyny nie mieszczą się w głowie. Nie wiadomo, którego z nich jest się w stanie obronić i spróbować wytłumaczyć zachowania. Moim zdaniem tą osobą byłby Mogens, którego dążenia choć iluzoryczne, na tle szkaradnego sposobu życia Simona nie wychodzą w zestawieniu tego duetu najgorzej.

W recenzji tej pada dużo niegustownych słów, dotyczących bohaterów. Oglądając Seks, narkotyki i podatki widz odczuwa niesmak i uprzedzenie. Trwa ono przez znaczną część filmu aż do momentu, kiedy uwaga skupia się na akcji, która na dobre rozpoczyna się dopiero w końcowej fazie obrazu. Należy jednak docenić realizację i udane przeniesienie odbiorcy do lat 60. i 70. za sprawą wiernie oddanych realiów tamtych czasów. Tymczasem film ten nie byłby dobry bez aktorów, którzy w bardzo dobry sposób przedstawili swoje postacie.

Po obejrzeniu Seksu, narkotyków i podatków można wyjść z kina z dylematem: czy film ten był na marnym poziomie i nie był wart obejrzenia, czy też był on dobry, ale przedstawił mizernych i nędznych ludzi? Skłoniłabym się do twierdzącej odpowiedzi na drugie pytanie, choć w stu procentach nie zaprzeczę pierwszemu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
hop
Hop – recenzja
2mlodewina
2 młode wina – recenzja
labirynt
Labirynt – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*