samotnyportmiloscPo płaszczykiem kiepskiej polskiej wersji tytułu kryje się dość interesujący kolarz opowieści wprost z mroźnej Finlandii.

Oryginalny tytuł Vuosaari to nazwa jednej z dzielnic Helsinek. I to właśnie miejsce, a także drobne smaczki typu program Big Brother puszczany w telewizji, spajają plątaninę historii przeciętnych mieszkańców północy Europy. I chociaż pomysł to nie nowy, zarówno od strony formy jak i treści, to całość zrealizowano nader interesująco i ze smakiem.

W Samotnym porcie – miłości “przycumowali” Amerykanin przybywający do Helsinek w sprawach służbowych, samotny ojciec szalejący na punkcie odchudzania się, nastolatka pragnąca zostać sławną, chłopiec, dla którego jedynym przyjacielem jest pies, matka, która uczy córkę radzenia sobie ze śmiercią, małżeństwo wplątane z zdradę, drobny cwaniaczek, który winny jest sporą sumę podejrzanym gościom, a także poniżany za swoje pochodzenie chłopak. Przez ponad dwie godziny oglądamy poplątane losy każdej z postaci (tu należy pochwalić profile psychologiczne każdego z bohaterów, a także grę aktorską). Niektóre nowele są bardziej rozbudowane, niektóre mniej. Część z nich kończy się dobrze, część wręcz przeciwnie. Po prostu życie.

Film Aku Louhimiesa na początku denerwuje, opowieść skacze z jednej na drugą, widz musi samemu poukładać poszatkowane, zdawkowe informacje. Z czasem jednak całość nabiera tempa i się klaruje. Twórcy nie silili się na zbytni wzniosłość, czasami mamy tu do czynienia ze skrótowością lub też zbytnią przewidywalnością, jednak odkrywanie kolejnego skrawka puzzli każdej z opowieści przynosi widzowi zadowolenie.

Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, jakiegoś metafizycznego przesłania – to po prostu kolaż opowieści o pragnieniach, uczcuciach. Dość uniwersalna opowiastka, kolejna perełka z północnej Europy.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
lion
Lion. Droga do domu – recenzja
ted2
Ted 2 – recenzja
5dniwojny
5 dni wojny – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*