samotny_mezczyznaO uczuciach, życiu, śmierci, samotności i odmienności. Niezwykle piękny wizualnie “Samotny mężczyzna” z wybitną rolą Colina Firtha.

George (Firth) telefonicznie dowiaduje się, iż żyjący z nim od szesnastu lat partner zginął w wypadku samochodowym. Jego świat załamuje się, kolory blakną, a jedyne co pozostaje, to pragnie śmierci. Wykładowca akademicki mozolnie przygotowuje się do odebrania sobie życia, jedynie co jakiś czas powracając do dawnych chwil szczęścia.

Samotny mężczyzna to opowieść o życiu w cieniu, “ze skazą” odmienności. – Boimy się innych – mówi podczas zajęć George – czy to gej, czy komunista, czy też czarny – strach przed odmiennością rządzi Ameryką z lat 60-tych w której dzieje się cała opowieść. Prawdę mówiąc strach ten towarzyszy nam do dziś.

Jednakże mówienie o tej produkcji jedynie w kontekście homoseksualizmu głównego bohatera zuboża wypowiedź filmu. To obraz o samotności, o miłości, która jest czymś niebezpiecznym i która w swym szaleństwie popychać może do myśli samobójczych. Fenomenalnie przedstawiono chwile pierwszego wyjazdu do pracy po otrzymaniu informacji o śmierci ukochanego – wytłumione barwy, zwolnione obrazy, dźwięk tykającego zegarka, jedna sekunda w życiu George’a zamienia się w nieskończenie długą chwilę bólu. Przepiękne ujęcie, tak jak wiele innych.

Właśnie to głównie przyciągnęło moją uwagę – zdjęcia. Warto zwrócić uwagę na wizualną stronę obrazu Toma Forda autorstwa Eduarda Grau. Przepiękne kadry, niezwykle wytłumione kolory, zmiana barwy nasycenia w zależności od stanu głównego bohatera (to jednak trochę z czasem przeszkadza w odbiorze filmu), bardzo częste zbliżenia na detale. Do tego zmiany tempa obrazu i sugestywna muzyka autorstwa Abla Korzeniowskiego i oczywiście główny bohater. Firth pokazuje, że jest wybitnym aktorem. Gra w filmie bardzo smutnym, melodramatycznym, czasami trochę przerysowanym, ale w gruncie rzeczy ludzkim i wartym obejrzenia.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
okrokodslawy
O krok od sławy – recenzja
mamut
Mamut – recenzja
kochankowiezksiezyca
Kochankowie z księżyca – recenzja
1 Komentarz
  • 30 maja 2010 at 08:35

    Dobra recenzja .Choć zarówna dobra książka(Christopher Isherwood,angielski prozaik,z którego powieści z r.1964 film jest wywiedziony) jak i dobre kino samo się obroni..Reżyserski debiut kreatora mody Toma Forda godny odnotowania,wart obejrzenia …

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*