plakat_RSBS_poster

Francuska prowincja, malownicze, typowo wiejskie krajobrazy i farma, którą prowadzi sympatyczna, zwykła-niezwykła rodzina państwa Bélier. Zwykła, bo ta czteroosobowa familia prowadzi całkiem normalne i poukładane życie: hodują zwierzęta, produkują sery, żyją w zgodzie z sobą i ludźmi dookoła.

Niezwykła, bo wszyscy z wyjątkiem nastoletniej Pauli są głuchoniemi, dziewczyna zaś jest ich jedynym kontaktem ze światem słyszących. O pewnym zaś fragmencie z życia tej rodziny opowiada nam Eric Lartigau w swoim najnowszym komediodramacie „Rozumiemy się bez słów”. Produkcja ta koncertowo wpisuje się w tworzone w ostatnich latach francuskie kino umiejętnie podające nam ludzkie dramaty ze sporą dawką humoru. Jeśli widzieliście „Nietykalnych” czy „Sambę” zapewne wiecie o czym mówię. „W rozumiemy się bez słów” dramatem państwa Bélier staje się to, że ich córka nie jest głuchoniema oraz, co gorsze, potrafi całkiem nieźle śpiewać, choć co prawda o tym rodzina Bélier wie jedynie z opowieści samej Pauli (w tej roli Louane Emera).

Biorąc zaś pod uwagę, że nastolatka pomaga rodzicom w prowadzeniu interesów oraz pracy w gospodarstwie, jej ciche marzenie o rozwoju talentu w szkole w Paryżu i opuszczeniu rodziny staje się poważnym problemem dla domowników. Sama zaś Paula również zostaje postawiona przed trudnym jak na jej wiek wyborem: podążać własną ścieżką czy dalej tkwić w tym samym punkcie wspierając mocno głuchoniemą rodzinę w codziennym życiu.

Reżyser filmu bardzo wprawnie przybliża nam te rodzinne kłopoty oraz relacje panujące pomiędzy domownikami, chociaż dylemat Pauli (rozwijać pasję czy zostać przy bliskich) nie jest czymś nowym na dużym ekranie. Stąd też i jego rozwiązanie jest przewidywalne i bardzo schematyczne. Mimo to produkcja zyskuje właśnie na tych poważnych kadrach, które tak naprawdę grają na emocjach widzów. W miarę rozwoju wydarzeń robi się bowiem coraz bardziej wzruszająco i ckliwie. Dość wspomnieć poruszającą scenę występu szkolnego chóru, w którym śpiewa Paula oraz jej finałowy występ na przesłuchaniu do paryskiej szkoły.

Dla równowagi mamy jednak w „Rozumiemy się bez słów”, wspomnianą już, dawkę humoru. Humoru, który zapewniają nam nie tylko dialogi, ale przede wszystkim kreacje stworzone przez François Damiens’a (jako ojca Pauli – Rodolpe Bélier) oraz Karin Viard (jako matkę Pauli – Gigi Bélier). O ile komediowe teksty sprowadzające się głównie do żartów o seksie niekoniecznie będą nas bawić, o tyle komiczne zachowanie wspomnianej dwójki bohaterów przywołuje uśmiech, a momentami i głośny śmiech. Bo jak powstrzymać chichot, gdy na ekranie pan i pani Bélier toczą w języku migowym nieskrępowaną dyskusję na temat swojego życia seksualnego w obecności skonsternowanej córki – ich tłumacza, oraz ginekologa?

Swoją cegiełkę do komediowej strony dorzuca także nauczyciel śpiewu – pan Thomasson (w tej roli Eric Elmosnino), który absolutnie nie przebiera w słowach, gdy ma coś do powiedzenia. Przy obsadzie nie można oczywiście pominąć odtwórczyni roli Pauli, a więc Louane Emera, docenionej Cezarem dla najbardziej obiecującej aktorki. Zdaje się, że docenionej słusznie. W filmie Lartigau tworzy ona bowiem charakterystyczną, bezpretensjonalną postać wkraczającej w dorosłość nastolatki dając popis także swoich umiejętności wokalnych (sama aktorka jest uczestniczką francuskiej edycji talent show „The Voice”).

„Rozumiemy się bez słów” to więc po raz kolejny lekkie i proste kino francuskie poruszające bardzo poważne kwestie. Tych, którzy wybiorą się na seans w odpowiednim momencie niewątpliwie i ubawi, i wzruszy, choć zapewne niczym nie zaskoczy.

Szukasz ciekawych filmów? Kliknij!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Suspiria – recenzja
kochanekrolowej
Kochanek królowej – recenzja
podroznastostop
Podróż na sto stóp – recenzja
1 Komentarz
  • Kamila
    18 września 2016 at 12:15

    Bardzo lubię ,,rozumiemy się bez słów” :)) a to co napisali jest genialne. Mogę ciągle oglondać ten film.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*