Chyba nikt nie przypuszczał, zanim filmowy świat obiegły takie informacje, że na ekranach kin przyjdzie nam kiedyś oglądać kontynuację kultowych „Psów” Władysława Pasikowskiego. Tymczasem nie kto inny jak on sam wziął się za nakręcenie trzeciego filmu z tej serii i powrócił z nim po aż 25 latach. Jakie motywy stały za tym powrotem? Ciężko jednoznacznie powiedzieć, ale po seansie trudno niestety uciec przed wrażeniem, że realizacja ta podszyta była w jakimś stopniu chęcią odniesienia sukcesu bazującego na legendzie poprzednich części, bo nowe „Psy” to niestety filmowy średniak . Może jednak od początku.

W produkcji „Psy 3. W imię zasad” akcja startuje w momencie, gdy Franz Maurer (Bogusław Linda) wychodzi z więzienia po odbyciu kary 25 lat pozbawienia wolności. Otaczający go niegdyś świat i ustrój zdążyły się zmienić, a dawni kumple zestarzeć, ale potomkowie Jakuszyna nie zdążyli jeszcze zapomnieć o jego czynach. Franz odnajduje starych towarzyszy i współpracowników: Panicza (Jan Frycz) oraz Nowego – Damiana Morawca (Cezary Pazura), któremu pomaga odnaleźć zaginionego syna. Równocześnie do tych wątków Pasikowski prowadzi historię Wita (Marcin Dorociński) – jedynego sprawiedliwego w mieście policjanta, który jest na tropie szerzącej się patologii wśród kolegów po fachu. Obydwa wątki w pewnym momencie filmu splatają się ze sobą, ale nawet razem nie stanowią harmonijnej i spójnej historii.

Problemem zrealizowanej przez Pasikowskiego opowieści jest bowiem to, że nie sprawdza się ona ani jako opowieść o powrocie Maurera do zupełnie innej rzeczywistości (przykładowo pomimo tylu lat odsiadki dla głównego bohatera płynne obsługiwanie smartfonu nie jest problemem), ani jako kino z gatunku gangsterskiego (twórcy przeciwstawiają naszych starych bohaterów całemu oddziałowi warszawskiej policji, a współczesnemu Franzowi daleko do dawnej formy,) ani jako historia zepsucia w szeregach współczesnej policji. Być może twórcy chcieli w jednym materiale uchwycić zbyt wiele i niestety odbiło im się to czkawką. Pomijając to, fabuła „Psów 3” jest też chaotyczna, a twórcy w miarę upływu czasu gubią niektóre wątki – np. postać przestępcy Spinakera rozpływa się gdzieś po kilku minutach seansu i wieść o niej ginie, podobnie jak o Lewarze, mimo, iż wydawało się, że postacie te odegrają jakąś większą rolę w całej historii.

Pomijając ten pewien chaos towarzyszący fabule trzeba przyznać, że film zrealizowany jest sprawnie i generalnie ogląda się go dobrze, nie nudzi. Oczywiście najlepiej, bo ze wspomnieniami tego, co było w poprzednich częściach, patrzy się na sceny i rozmowy Franza z Morawcem. Nie da się jednak nie zauważyć, że „Psy 3” nie są w stanie dorównać klimatem swoim poprzednikom – Pasikowski, by podtrzymać trochę atmosferę, w całą produkcję wplótł doskonale znaną nam z poprzednich części muzykę. Znów możemy więc usłyszeć dźwięki znajomej trąbki.

Jeśli zaś chodzi o obsadę to dobrze spisał się Bogusław Linda i Jan Frycz. Cezary Pazura w roli Nowego, a tutaj właściwie bardziej roli prezesa działkowców i ojca, jakoś mnie nie przekonał, coś w jego warsztacie tym razem nie zagrało. Z kolei Marcin Dorociński znów był tym aroganckim, upartym i porządnym policjantem, którego u niego widzieliśmy nie raz (ostatnio identyczna rolę stworzył w „Pitbullu”) i wygląda na to , że chyba już na dobre został zaszufladkowany do pewnej kategorii postaci, z której trudno mu się uwolnić. Żadna z tych ról tym razem nie miała dostała od scenarzysty (tu również Władysław Pasikowski) tekstów, które na nowo zapadłyby nam w pamięć, a pojawiający się w produkcji żart jest z gatunku tych najprostszych. Poza tym w filmie nie brakuje scen akcji – pościgów, tortur, strzelanin z policją, więc jeśli ktoś liczy na tego rodzaju mięso to tu je znajdzie (inna kwestią jest czy niektóre z tych scen mają sens).

Ale jeśli liczyliście, że najnowsze „Psy” będą produkcją na miarę części z latach 90. to w kinie możecie się rozczarować, bo obraz Władysława Pasikowskiego jest zaskakująco przeciętny. Osobiście liczyłam, że twórca będzie w stanie poprowadzić swoją kontynuację na takim poziomie by można było powiedzieć, że jest bardzo dobra. Tymczasem „Psy 3…” zasłużyły co najwyżej na słabe 6 w 10 stopniowej skali. Obejrzeć można z sentymentu, realizacja całości nie razi, ale nie spełnia też oczekiwań, które pojawiły się wraz premierą.

/autorka recenzji – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
niania_i_wielkie_bum
Niania i wielkie bum – recenzja
dziennikzakrapianyrumem
Dziennik zakrapiany rumem – recenzja
loverosie
Love, Rosie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*