projektdzieckoNie wiem, kto wmówił polskim filmowcom, że potrafią tworzyć dobre komedie. Uparli się oni kręcić kolejne dzieła z tego właśnie gatunku i robią to ostatnimi czasy w sposób niezłomny i z różnym skutkiem, jednak rzadko zadowalającym.

 
Reżyserski debiut Adama Dobrzyckiego “Projekt dziecko, czyli ojciec potrzebny od zaraz” zapowiadał się dosyć ineteresująco zwłaszcza w porównaniu z masą podobnych do siebie produkcji. Film nie jest ani komedią romantyczną, ani parodią amerykańskiego kina akcji, aczkolwiek czy to wystarczy, aby uznać go za godny polecenia?

Piotr i Ania są małżeństwem i jak większość małżeństw pragną mieć dziecko. Na przeszkodzie staje natura – mąż okazuje się bezpłodny. Żona w porozumieniu z Piotrem postanawia skorzystać z nasienia innego mężczyzny. Rozpoczynają sie poszukiwania dawcy.

 
Tak pokrótce można opisać wyjściową sytuację dla dalszego rozwoju akcji mającej przynajmniej w założeniach obfitować w różnego rodzaju gagi i zabawne sytuacje. Pomysł na fabułę wydaje się być całkiem oryginalny, a początek nawet obiecujący, ale scenarzyście wystarczyło kreatywności zaledwie na 80 minut filmu.
 
Mimo sporej ilości równorzędnych bohaterów, mamy do czynienia z bardzo prostą historią, a próby jej urozmaicenia rażą sztucznością. Opowieść jest tak krótka i nieskomplikowana, że niektóre sceny i dialogi sprawiają wrażenie umieszczonych w filmie tylko po to, aby ten nie został uznany za krótkometrażowy. Oczywiście, ma to swój negatywny wpływ na całość produkcji. Im bliżej ku końcowi tym większe staje się stężenie absurdu, którego obecność w przypadku komedii bywa zaletą, jednak tutaj wydaje się on zupełnie nie pasować, zwłaszcza do obrazu Piotra i Ani – postaci zupełnie normalnych, wręcz nieciekawych.
 
Poza nimi na ekranie zobaczymy m. in. chorobliwie zazdrosnego geja-nieudacznika (partnera właściciela rzeźni) tudzież niezrównoważonego psychiczne żółnierza ogarniętego obsesją zapłodnienia kobiety jeszcze przed wylotem do Afganistanu. Wątek gejowski został wykorzystany standardowo, zgodnie z powszechnym przekonaniem, że egzaltowany homoseksualizm musi być śmieszny. Niezbyt wyszukanym chwytem jest też obsadzenie Karolaka czy Kosińskiego w rolach nieprzystających do ich dotychczasowych emploi. Zdecydowanie bardziej utalentowany Zamachowski nie ma odpowiedniego pola do popisu. Mimo wszystko debiutanckie dzieło Dobrzyckiego ma też swoje zalety. Za największą uważam sceny przedstawiające obrazy z wyobraźni bohaterów – pomysłowy zabieg skutkuje niewątpliwie najzabawniejszymi momentami filmu.

Aktorzy, dialogi, a nawet zdjęcia sprawiają, że “Projekt…” przypomina trochę dłuższy odcinek serialu. Na początku jest to produkcja obyczajowa, coś w rodzaju “Klanu” czy “Plebanii”. W miarę rozwoju akcji film zaczyna budzić skojarzenia z komediowym sitcomem, brakuje tylko tzw. śmiechu z puszki towarzyszącego poszczególnym żartom. Nowej polskiej komedii definitywnie nie skreślam. Wyrozumiałym widzom doradzam jednak poczekać, aż “Projekt…” będzie można obejrzeć w telewizji w niedzielne popołudnie bez płacenia za bilet.

{jumi [media/reklama.htm]}
PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
mitty
Sekretne życie Waltera Mitty – recenzja
szczesliwiludzie
Szczęśliwi ludzie: rok w tajdze – recenzja
babycall
Babycall – recenzja
2 komentarze
  • Mariusz Zawal
    2 lutego 2011 at 17:33

    Oglądałem film w kinie. Szkoda pieniędzy i czasu. Nudy! Momentami nie wiedziałem, czy to komedia czy dramat…….porażka. Stanowczo nie polecam!
    Mariusz

  • Anita
    9 sierpnia 2010 at 13:37

    Cieszę się, że kogoś stać na napisanie rzetejnej, krytycznej a do tego ciekawej recenzji, bez ukrywania słabych stron, czy ograniczania się wyłącznie do streszczenia fabuły, oby tak dalej Panie Macieju

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*