prawdziwahi2Najnowszy film Romana Polańskiego – „Prawdziwa historia” – opowiada o losach uznanej, paryskiej pisarki Delphine Dayrieux. Poznajemy ją podczas spotkania z fanami. Jak się okazuje, życie poczytnej autorki wcale nie jest usłane różami. Kobieta jest zmęczona promocją swojej nowej książki. Najchętniej zaszyłaby się gdzieś, z dala od męczących czytelników jej powieści. Na jednym z takich spotkań Delphine poznaje Elle. Kobiety szybko zaprzyjaźniają się. Przypadkowo poznana Elle okazuje się niezwykle wyrozumiała, empatyczna, a przede wszystkim pomocna. Sielanka nie trwa jednak długo. W momencie, gdy Delphine rozpoczyna pracę nad nowym dziełem, zachowanie Elle drastycznie się zmienia. Przyjaciółka ingeruje nie tylko w to, co pisarka przelewa na papier, ale także w jej życie prywatne.

„Prawdziwa historia”, oparta na książce Delphine de Vigan o tym samym tytule, jest kolejnym, po „Rzezi” i „Wenus w futrze”, kameralnym filmem Romana Polańskiego. Reżyser skupia się jedynie na dwóch bohaterkach. Zamyka je w niewielkich pomieszczeniach, a następnie długo każe nam czekać na wyraźny zwrot w akcji. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, kiedy ów zwrot nastąpił. Od pewnego momentu zaczynamy niespokojnie siedzieć w fotelu i gorączkowo wyczekiwać finału. Przywodzi to na myśl chociażby kultowe „Dziecko Rosemary” i „Lokatora”. Zarówno w obu tych produkcjach, jak i w najnowszej reżyser stopniowo buduje napięcie. Pozwala swoim bohaterkom w pełni wybrzmieć, a mając pod ręką tak genialne aktorki, jakimi bez wątpienia są Eva Green i Emmanuelle Seigner, ani przez moment nie marnuje ich potencjału.

Najciekawszym elementem produkcji nie są jednak główne bohaterki, ale to, co dzieje się obok nich. Polański opanował do mistrzostwa wykorzystywanie z pozoru nieistotnego tła. Każdy detal jest tu na wagę złota i nie ma znaczenia, czy jest to ekran laptopa, lusterko w samochodzie, czy biała klamka od drzwi. Ten ostatni robi naprawdę piorunujące wrażenie. Jakby tego było mało, reżyser serwuje widzom tak naprawdę dwa filmy – ten, który aktualnie oglądamy i ten, który za chwilę zobaczymy. I to właśnie nad tym drugim będziemy rozmyślać. Kiedy już jesteśmy pewni, że rozgryźliśmy obie bohaterki, Polański mówi: „nie tak szybko, moi drodzy” i wprowadza kolejny zaskakujący składnik.

„Prawdziwa historia” nie jest najlepszym filmem Romana Polańskiego, ale potwierdza tezę, że reżyser jest ciągle w wysokiej formie i potrafi bawić się konwencją bez popadania w banał. Ponadto nie ucieka się do łatwych rozwiązań. W tym filmie nic nie jest oczywiste, nawet na samym końcu. Właśnie za to, za serwowanie dwóch den, należą mu się brawa. Kupujemy zarówno jego prawdę, jak i fałsz, bo w „Prawdziwej historii” jak w życiu – nie zawsze poszkodowana okazuje się ofiarą, a osoba trzymająca ster prowodyrem nieszczęść.

prawdziwahi

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
cellulit
Jak się pozbyć cellulitu – recenzja
macondo
Macondo – recenzja
obywatel
Obywatel – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*