powrotRodzinne sekrety i kłamstwa to jeden z tych motywów, po który filmowi dramaturdzy sięgają bardzo chętnie. Takie rzeczy wychodzą na światło dzienne zazwyczaj w najmniej spodziewanym momencie, najczęściej stanowią moment kulminacyjny akcji i oczywiście burzą przy tym cały dotychczasowy porządek. Motyw ten zawsze przywołuje też pytania o to, czy lepiej jest żyć w niewiedzy oraz czy coś zbudowane na kłamstwie może być trwałe. Właśnie te i parę innych pytań zadaje nam reżyser Simon Stone w swoim najnowszym dramacie „Powrót”.

U Stone’a podstawą do tego typu rozważań jest powrót Christiana (Paul Schneider) w rodzinne strony. Mężczyzna przyjeżdża na ślub ojca – Henry’ego (Geoffrey Rush), przy okazji zaś odnawia przyjaźń ze starym kolegą – Olivierem (Ewen Leslie) i jego rodziną. Z dalszego rozwoju wydarzeń szybko dowiadujemy się, że relacje na linii ojciec – syn są problematyczne, a Christian jest powiernikiem tajemnicy, która łączy jego ojca z rodziną Oliviera. Tajemnica ta jest jednym z tych brudnych sekretów, który koniec końców musi namieszać w życiu jednej i drugiej familii. Zanim jednak to nastąpi jako widzowie będziemy musieli uzbroić się w niemałą dozę cierpliwości.

Akcja i cała narracja w „Powrocie” toczy się bowiem leniwie. Reżyser najpierw szkicuje nam poszczególne postacie, ich przeszłość i problemy, pozwalając nam zorientować się w łączących ich relacjach, a i pewnie po to, by lepiej było nam zrozumieć ich zachowania. Wszystko to przedstawione nam jest przy klimatycznych kadrach zamglonych lasów przywołujących na myśl raczej kino skandynawskie, którym to obrazom towarzyszy bardzo spokojny soundtrack. Niestety, wolny rozwój sytuacji jest w tej produkcji mankamentem. Od któregoś momentu sami bowiem trafnie domyślamy się ów skrywanej tajemnicy, ale zanim usłyszymy ją z ust któregoś z bohaterów, możemy zwyczajnie się zirytować. Za to gdy tajemnica z przeszłości wyjdzie już na jaw akcja filmu zdecydowanie przyspiesza, całkowicie przyciągając naszą uwagę. Wtedy też najpełniej widzimy warsztat odtwórców głównych ról.

Pod tym względem świetnie wypada Odessa Young tworząca postać córki Oliviera – Hedvig. Mimo młodego wieku aktorka bardzo dobrze radzi sobie w trudnych, wręcz traumatycznych scenach pokazując nam całkiem spory wachlarz emocji. Równie dobrze kreuje swoją postać Geoffrey Rush jako Henry oraz Ewen Leslie, a więc Olivier. To głównie to trio ściąga na siebie największą uwagę i sprawia, że ciężkie przeżycia bohaterów stają się dla nas niezwykle wiarygodne.

W dużej mierze to właśnie dzięki tej doborowej obsadzie i grze aktorskiej  „Powrót” wydaje się obrazem bardzo życiowym. Zrealizowany z dbałością o montaż, mimo mankamentów, wzbudza w trakcie seansu nasze zainteresowanie i skłania do przemyśleń. Jeśli więc ktoś ma ochotę na całkiem niezły dramat to produkcja Simona Stone’a nie powinna być zawodem, bo wzorowo wpisuje się w ten gatunek.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
aniolsmierci
Anioł Śmierci – recenzja
moneyball
Moneyball – recenzja
kowbojeobcy
Kowboje i obcy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*