polowanie_naczarowniceMalleus maleficarum, był, jest i będzie haniebnym rozdziałem historii ludzkości, odpowiedzialnym za śmierć tysięcy kobiet oskarżanych o czary i konszachty z diabłem. Tylko… co na ten temat sadzą twórcy „Polowania na czarownice”?

Miejmy nadzieję, ze swoje dzieło traktują jedynie w kontekście bajki, opartej na fantazyjnych, scenariuszowych wywodach całkowitej konfabulacji, mającej zapewnić rozrywkę zarówno młodym, jak i starszym widzom, których marzeniem było zawsze zostanie średniowiecznym rycerzem – walecznym krzyżowcem.

Wespół z modna i chętnie poruszaną w produkcjach filmowych krytyką kleru i średniowiecznej, religijnej ciemnoty, twórcy filmu postanowili przekazać historię kobiety podejrzewanej o czary, rzucanie klątw i wszelkie inne przestępstwa czynione przeciwko ludzkości i kościołowi.

Stworzona w konwencji legendy, atrakcyjnej wizualnie bajki – opowieść prowadzi widza do dość niejednoznacznych wniosków, ukazując zaskakująca istotę czarnoksięstwa i opętania.

Zrehabilitowane niedawno przez sam Kościół kobiety, znów stają się ofiarami, jednak… niekoniecznie oskarżanymi bezpodstawnie. Wieszane, topione i palone na stosie, bez odprawienia starożytnych rytuałów – ożywają, aby pomścić swoją śmierć i zgotować ludzkości prawdziwą zagładę.

Ludzkość ta, reprezentowana przez bohaterską wyprawę złożoną z mężów o niezwykłej dzielności, księdza i drobnego oszusta, może zostać ocalona, jedynie dzięki poddaniu jednej z rzekomych czarownic osądowi w prastarym klasztorze, dysponującym jedyną skuteczną bronią przeciw złu, zaczynającemu odbudowywać swoją ziemską potęgę.

Historia już nawet, nie tyle… pełna jest nieścisłości, banalna, błaha i kompletnie pozbawiona jakichkolwiek podstaw dla nazwania jej choćby sensowną, pomimo wszystko… zapewnia znakomitą kinową rozrywkę.

Zapominając o zdrowym rozsądku, faktach historycznych i poprawności politycznej, dajemy się zwieść krajobrazem krajów Lewantu, architekturą mrocznych twierdz, zaczarowanym lasom i tajemniczym księgom, skrywającym najgłębsze sekrety prastarej wiedzy.

Na chwilę znów stajemy się dziećmi traktującymi świat jako miejsce niezwykłe, marzącymi o pasowaniu na rycerza, czy wyprawę ku ocaleniu młodej i pięknej księżniczki. Upraszczamy i nie analizujemy, poddając się magii ekranu.

Wiedźma jest tylko wiedźmą, człowiek człowiekiem, a film… tylko filmem – niestety.

 

Przeczytaj także inne recenzje na Plastrze Łódzkim!

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
rio
Rio 3D – recenzja
ksiega_ocalenia
Księga ocalenia – recenzja
Heartbreaker
Heartbreaker. Licencja na uwodzenie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*