pogorzeliskoW polskich kinach goszczą przede wszystkim amerykańskie superprodukcje i rodzime wytwory. Miłym zaskoczeniem są filmy spoza tego kręgu. Robi się jeszcze milej, gdy okazuje się, że owe dzieła są dobrym kawałkiem kina.

Z początku byłem negatywnie nastawiony do Pogorzeliska jednak zmieniłem zdanie już z pierwszymi minutami filmu. Zupełnie nie spodziewałem się tego, co otrzymałem.

Jeanne i Simona widzowie poznają po krótkim wprowadzeniu. Notariusz właśnie odczytuje testament ich matki. Niemałe jest zdziwienie bliźniaków, gdy słyszą o co poprosiła Nawal: „Notariusz Jean Lebel pochowa mnie bez trumny, nagą, bez modlitwy, twarzą zwróconą w kierunku ziemi, plecami do góry. Mój grób nie zostanie pokryty płytą nagrobną, nigdzie nie będą wyryte moje dane.” Zostawiła dla dzieci dwie koperty z prośbą o dostarczenie ich do odbiorców. Pierwsza zaadresowana jest do ich ojca, który rzekomo zginął. Druga do brata o którego istnieniu nie mieli pojęcia. Jeanne wyrusza do rodzinnej wioski matki gdzie odkrywa, że tak naprawdę nie wie nic o najbliższej jej osobie.

Czasami zastanawiam się jak wygląda życie zwyczajnych ludzi podczas wojny. Villeneuve daje mi odpowiedź – życie Nawal (nazywanej “kobietą która śpiewa”) jest koszmarem. Od najmłodszych lat obcuje z biedą, morderstwem i strachem. Reżyser pozwala widzom spojrzeć na świat z perspektywy osoby, która bezgranicznie cierpi, która poszukuje, która jest poniżana, zastraszana, gnębiona. W życiu bohaterki nie dzieje się nic dobrego, każdy dzień niszczy ją coraz bardziej. W jej świecie nie ma przyjaciół, są tylko groźni lub groźniejsi wrogowie.

Historia kobiety która śpiewa uderza w widza i zmusza go do myślenia. Oplata wokół szyi długi sznur, który z każdą minutą filmu zaciska się coraz mocniej. Kiedy Nawal cierpi, cierpimy razem z nią. Obserwujemy wszystko stojąc obok niej. Widzimy wszystkie potworności, które ją spotkały; wszystkich ludzi, którzy ją skrzywdzili. Po seansie nie możemy zapomnieć jej twarzy.

Mimo, że cała fabuła Pogorzeliska jest dosyć skomplikowana niektórzy mogą narzekać na długość filmu. Niestety momentami powiewa nudą, wiele scen nie wnosi nic do historii bohaterów. Reżyser spokojnie przedstawiłby tę historię w 80 minutowym filmie. Jednak co dla jednych jest wadą dla innych zaletą. Pogorzeliska to 130 minut naprawdę dobrego aktorstwa. Lubna Azabal sprawiła, że historia, którą oglądamy staje się prawdziwsza. Ogromny talent i bardzo ciekawa uroda głównej bohaterki zdecydowanie przyciągną przed ekrany wielu widzów.

Elementem stanowiącym o klimacie Pogorzeliska są scenerie. Zdjęcia wykonane przez mało znanego André Turpina wciskają w fotel. W piękny sposób przedstawia brutalny świat wojny. Mimo, że pokazuje nam okrutne obrazy doprawia je wypranymi (momentami wyblakłymi) kolorami i ciekawymi kadrami.

Nie sądziłem, że zasiadając do kanadyjskiego dramatu zobaczę coś tak przykrego. Pogorzelisko jest przykre. Przykre, smutne, bolesne; od początku do końca wypełnione negatywnymi emocjami. 130 minut cierpienia, brutalności i krzywd. Niestety wszystko zniszczone telenowelowym zakończeniem. Mimo to Pogorzeliska to film, który warto obejrzeć choćby żeby odpocząć od komedii romantycznych i kina akcji.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
piksele
Piksele – recenzja
davidchceodleciec
David chce odlecieć – recenzja
skowyt
Skowyt – recenzja
1 Komentarz
  • Mateusz
    23 sierpnia 2011 at 18:45

    treściwe. prozatorskie. niebanalne. ładne!

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*