podajmidlonKlasyczny film drogi. Bardzo kameralna opowieść o życiu pełnym pustki i seksu. Podróż, której ani droga, ani cel nie jest ważny.

     
Bliźniacy, Quentin i Antoine, uciekają z domu, aby dostać się na pogrzeb matki. Podróżują stopem z Francji do Hiszpanii. W tym czasie doznają wielu seksualnych uciech. W dużej mierze mniej lub bardziej wulgarnych. Po części to one zmienią ich, po części zostawią pustą przestrzeń.

„Podaj mi dłoń” to bardzo kameralne kino, które nazwać trzeba „kinem festiwalowym”. Niezłe ujęcia, montaż, gra aktorów, przy znikomych dialogach i nie do końca rozwiniętym scenariuszu. Wszystko to powoduje, że obraz ten zapewne dobrze ogląda się jako jeden z tytułów festiwalów filmowych, jednak sam w kinie nie do końca się broni.

Podróżując przez Francję bracia często obcują z innymi, niezależnie od wieku i płci. To wytwarza w nich pewną pustkę, która pogłębia ciszę, jaka „podąża” za nimi przez cały film. „Podaj mi dłoń” narracyjnie przypomina nieco „Nieustające wakacje” Jarmuscha. Niewiele się dzieje, jest podróż z punktu a do punktu b. Podróż w ciszy, przerywanej tylko kilkoma wydarzeniami z niedomkniętą klamrą na końcu.

Taki jest film Vincentego, kameralny, nie dla wszystkich. Nieco usypiający. Niektórzy się zachwycą, cześć z widzów uzna całość „za szarlatańskie sztuczki” udające wybitne kino. Ja postawię się pośrodku – nie jest źle, ale cały czas wydaje mi się, że reżyser lekko drwi z odbiorców. Może także z powodu anonimowanej czołówki, która nie pasuje do reszty obrazu. Jakby już na początku powiedziane było, ze reszta to pewna kreacja.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
sniezka
Śnieżka – recenzja
dorwacgringo
Dorwać Gringo – recenzja
witajciewklubie
Witaj w klubie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*