partygirlBawić można się w każdym wieku, niezależnie od tego, czy jest się dzieckiem, matką, czy wiekową divą salonów. Jednak czy zabawa powinna wypełniać całe życie? Film „Party Girl” opowiada historię pewnej starszej kobiety, która staje przed życiowym dylematem: „może już pora się ustatkować?”.

Angelique jest żywiołową kobietą po sześćdziesiątce. Pracuje jako barmanka w nocnym klubie, gdzie imprezuje od wieczora do rana. Na pozór takie życie wydaje się pasować Angelique, jednak w głębi duszy pozostaje ona niespełnioną uczuciowo istotą, która poszukuje miłości i zrozumienia. Kiedy w jej życiu pojawia się pewien mężczyzna o imieniu Michel, kobieta zaczyna patrzeć inaczej na swoją codzienną egzystencję.

„Party Girl” to klimatyczna historia dla ludzi w każdym wieku, no może z pominięciem małoletnich. Nastrojowe zdjęcia i główna rola żeńska to najmocniejsze składniki tej niskobudżetowej produkcji. Tematem przewodnim na pierwszy rzut wydaje się być niedojrzałość głównej bohaterki. Pod płaszczem imprezowiczki i wyluzowanej matrony Angelique ukrywa smutek i niespełnienie. Pomimo jej starań i prób dopasowania do społeczeństwa, kobieta napotyka na przeszkody, a najpoważniejszą z nich jest po prostu tęsknota za nocnym życiem.



   
Angelique jest postacią zdecydowanie antypatyczną. Całe życie spędziła w nocnym klubie, gdzie największą gratyfikacją była dla niej butelka szampana zafundowana przez przypadkowo poznanego klienta. Egoistyczne podejście bohaterki odbija się nie tylko na jej dzieciach, które przez dłuższy czas były jej obojętne, ale przede wszystkim na przyszłym mężu – pracowitym, oddanym mężczyźnie w ostateczności potraktowanym tak, jak na to nie zasługiwał. Kobieta nie poddaje swoich zachowań samokrytyce, do swojej córki z arogancją mówi, że normalna praca nie jest dla niej, a zasiłek z pomocy społecznej nie będzie w stanie zaspokoić jej podstawowych potrzeb. W ostateczności nie ma dla Angelique ratunku. Po wielu próbach odseparowania się od starego stylu życia kobieta zatacza koło.
   
„Party Girl” otrzymało Nagrodę Publiczności w Cannes – Złotą Kamerę. Nie widziałem pozostałych produkcji konkurujących o to trofeum, ale nie do końca rozumiem zachwyt jury. Prosta historia, sfilmowana w niebanalny sposób z kilkoma banalnymi momentami, co nie znaczy wcale, że film nie jest wart uwagi. Pokłony należą się twórcom głównie za to, że odważnie podeszli do tematu –  pokazali Angelique z wszystkimi je wadami nie bojąc się przy tym opinii osób postronnych.
   
Na początku filmu Angelique zwraca się do swoich towarzyszek i z dumą stwierdza: „dom jest tam, gdzie tańczysz”. Dla niej była to obskurna speluna. Ja biegnę potańczyć pod ulubioną budką z fast foodem albo na boisku szkolnym.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
7369475.3
O północy w Paryżu – recenzja
mniam
Mniam! – recenzja
captainamerica
Captain America: Pierwsze starcie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*