papuszaW dniach 8-15 listopada Łódź zamienia się w stolicę europejskiego kina. Wszystko za sprawą festiwalu Cinergia, który w tym roku osiągnął dojrzałość. Wielki jubileusz, wielkie wydarzenie, oraz wielki przedpremierowy pokaz na początek – Papusza, to właśnie najnowszy film Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze otworzył 18. edycję Forum Kina Europejskiego.

Tytułowa Papusza (Jowita Budnik), czy jak mówią dokumenty Bronisława Wajs to pierwsza cygańska poetka, której wiersze zostały przetłumaczone na język polski. Przez ponad dwie godziny seansu śledzimy jej życie. Obserwujemy dzieciństwo kobiety, poznajemy jej wujka – przyszłego męża Dionizego Wajsa (Zbigniew Waleryś). Poruszamy się wraz z cygańskim taborem, w którym przed bezpieką ukrywa się Jerzy Ficowski (Antoni Pawlicki). Jesteśmy świadkami codziennego życia Romów, poznajemy ich tajemnice, zwyczaje i obrzędy.

Papusza, czyli lalka, to bardzo interesująca postać, która z pewnością zasługuje na filmową historię. Twórcy jednak nie stworzyli typowego obrazu biograficznego. Jest on układanką z nielinearną narracją. Tytułową bohaterkę poznajemy w latach 70-tych ubiegłego stulecia, kiedy to odsiaduje ona wyrok za kradzież kury. Do aresztu przyjeżdża po kobietę pewna urzędniczka, która chce, aby Wajs wzięła udział w galowym koncercie, na które przybędzie sam minister. Późniejsze retrospekcje dokładnie odpowiadają nam na pytania, które stawiamy sobie po obejrzeniu pierwszych scen. W kolejnych sekwencjach poznajemy następne etapy życia Papuszy. Widzimy jak wyłamuje się ona z kulturowych standardów romskich – uczy się czytać i pisać. Dowiadujemy się jak poznała swojego małżonka – jakie były ich późniejsze relacje.  Była żoną, matką, poetką – choć do tej trzeciej „funkcji” nie lubiła się za bardzo odnosić. Bardzo inteligentna, a zarazem skromna kobieta, żyjąca jakby z boku swej wielkiej romskiej rodziny.

W roli Bronisławy Wajs wystąpiła rewelacyjna Jowita Budnik. Jej gra jest taka jak bohaterka, w którą aktorka się wcieliła – skromna, oszczędna w gestach, słowach. Idealne odzwierciedlenie wrażliwej poetki, która swoim talentem przewyższała niejednego artystę, a mimo to nigdy nie starała się wybijać przed szereg. Z jednej strony to zrozumiałe, ponieważ w kulturze romskiej kobiety są podporządkowane mężczyznom, z drugiej zaś owa postać wciąż pozostawała sobą i gdyby nie Jerzy Ficowski, to nigdy świat nie poznałby jej twórczości.  W tę rolę wcielił się Antoni Pawlicki. To właśnie jego bohater odkrył talent Papuszy i pokazał wiersze cyganki całemu światu – nie robił tego jednak bezinteresownie. Sam również zyskał na tym rozgłosie, dzięki Wajs on również mógł „wypłynąć” na szerokie wody literackiego świata. Mimo iż wiele czasu spędzał razem z taborem, nauczył się gwary romskiej, to dla tamtejszych wciąż pozostawał gadźem (kimś obcym).  Po seansie można stwierdzić, że potomkowie Hindusów nie mylili się co do jego oceny.

W omawianym obrazie na poklask zasługuje także filmowy mąż Papuszy, czyli Zbigniew Waleryś. Jaki był Dionizy Wajs? To bardzo niejednoznaczna postać. Szorstki mężczyzna w średnim wieku, niewierny pijak, który nie szczędził małżonce przykrych słów, ale i niekiedy nadużywał wobec niej siły fizycznej. Innym razem troskliwy opiekun rodziny, który chce dla bliskich jak najlepiej. Do tego wszystkiego był przede wszystkim wybitnym muzykiem, dla którego granie było całym światem.  Aktor świetnie połączył te wszystkie cechy i stworzył rewelacyjną kreację, która pozostaje w pamięci na dłużej. Właśnie dlatego Papusza nie jest typowym kinem biograficznym. To historia trzech osób, które pozostają ze sobą w specyficznie wyglądającym emocjonalnym trójkącie.

Film Krauzów opiera się na świetnych kreacjach aktorskich, ale nie byłby tak świetny, gdyby nie równie fenomenalne zdjęcia oraz scenografia. Fani symetrycznych kadrów, statycznego ustawiania kamery, malowniczych pejzaży i teatralnych scenografii  powinni być zachwyceni. Jest to prawdziwa uczta dla oczu. Znajdziemy w niej również idealne fotograficzne odzwierciedlenia przyrody, w wielu momentach stanowiących doskonałe dopełnienia aktorskiej gry i emocji bohaterów. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze niepowtarzalny klimat, który tworzą czarno-białe kadry połączone z chwytającą za serce ścieżką dźwiękową. Artystyczne kino z najwyższej półki. Można się jednak zastanawiać dlaczego wybrano czerń i biel? Przecież pierwsze skojarzenie z kulturą romską, to piękne pastelowe suknie, tabory itp. Twórcom chodziło jednak o zastosowanie kontrastu. Życie Papuszy do barwnych na pewno nie należało, pełne koloru były tylko jej wiersze –  zatem wspomniana teatralność i pewna baśniowa sceneria w szarościach prezentuje się znacznie okazalej i intensywniej wpływa na widza.

Poruszający, interesujący, wciągający, zachwycający audiowizualnie – tak pokrótce można napisać o najnowszym dziele Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze. Papusza, to również pierwsze na świecie dzieło, w którym postaci posługują się językiem romskim. Kolejny film po Moim Nikiforze, który dotyka nieco zapomnianej postaci, tworzącej wielką sztukę.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
malyksiaze
Mały Książę – recenzja
terytoriumwroga
Terytorium wroga – recenzja
igrzyska
Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*