pacificrimGuillermo del Toro zdecydowanie zna potrzeby dorosłych już chłopców, którzy wychowani byli na animowanych filmach o wielkich robotach. Pacific Rim to po prostu rozrywka dla tych, którzy będąc dzieckiem siadali na podłodze ze swoimi plastikowymi żołnierzykami i zderzali się z okropnymi potworami z kosmosu.

W warstwie fabularnej niewiele ciekawego. W głębinach Pacyfiku pojawiła się wyrwa, przez która co jakiś czas przedostaje się gigantyczny potwór – Kajiu. Ziemianie chcąc uchronić nasz świat przez atakiem obcych konstruują gigantyczne roboty zwane Jaegerami. Są tak niezwykłe i skomplikowane, że muszą nimi kierować aż dwie osoby. W dodatku poprzez “drift” łączą się wspomnieniami. Proste, prawda? Dodać należy, że akcja dzieje się dwanaście lat od pierwszego ataku, w chwili, kiedy nasi zaczynają zdecydowanie przegrywać.

Pacific Rim to esencja tego, o czym marzyliśmy w dzieciństwie. Gigantyczne roboty walczące z olbrzymimi, rybopodobnymi potworami. Od strony wizualnej to niezwykłe przeżycie, w szczególności w wersji 3D, które na szczęście widać. Fantastyczne walki i dość dobre efekty specjalne. Najnowsza produkcja del Toro to po prostu bardzo bezstresowa opowiastka, od której niewiele należy chcieć, tylko przeżywać – odszukać w sobie tego “małego chłopca” sprzed lat (warto nadmienić, że widownia podczas seansu, w którym brałem udział, składała się głownie z mężczyzn w wieku 30-50 lat).

Pacific Rim to typowy wakacyjny blockbuster. Podczas pokazu przypomniałem sobie, jak lata temu będąc chłopcem z przyjemnością w kinie oglądałem Dzień niepodległości. I w takiej kategorii należy odbierać ten film – jako coś “dla przyjemności”, coś niezobowiązującego. Po prostu coś dla dorosłych już chłopców chcących przypomnieć sobie swoje plastikowe żołnierzyki i roboty.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
swinki
Świnki – recenzja
jackijill
Jack i Jill – recenzja
trzyminuty
Trzy minuty. 21:37 – recenzja
1 Komentarz
  • pizda
    20 lipca 2013 at 11:25

    😳

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*