Letnie komedie z definicji powinny być czymś lekkim, przyjemnym i zabawnym w odbiorze, zwłaszcza w okresie kinowego martwego sezonu. I taki obraz miałam w głowie wybierając się na seans „Oszustek” w reżyserii Chrisa Addisona. Niestety, pomyliłam się okrutnie, bo film jest toporny i schematyczny, a humor w nim zawarty zwyczajnie żenujący.

Szczerze mówiąc, już dawno nie miałam tak dużego poczucia straconego czasu, jak po seansie „Oszustek”, mimo tego, iż produkcja zapowiadała się przyzwoicie. Zgodnie z zapowiedzią twórców cała historia w filmie kręci się wokół dwóch, działających w różnych rewirach i kompletnie innymi sposobami oszustek: Josephine (Anne Hathaway) oraz Penny (Rebel Wilson). Obydwie panie żyją z wyłudzania pieniędzy od zamożnych mężczyzn, z tą różnicą, że Josephine posługuje się wyrafinowanymi metodami, zaś Penny wykorzystuje swoją obcesowość oraz zdolność do łgania w żywe oczy. Oczywiście drogi pań przecinają się i wydawać by się mogło, że z tej historii zrodzi się coś ciekawego. Niestety, szybko okazuje się, że fabuła toczy się do bólu szablonowo i prosto, a motyw okradania w podobny sposób ludzi z powodzeniem odnajdziemy w o wiele lepszych produkcjach.

Ale sama fabuła i jej bezbarwność to i tak nie największy mankament tej produkcji. O wiele większym jest niski poziom humoru, jakim przesiąknięte są „Oszustki”. Nie odnajdziecie tu bowiem nic ponad prymitywne i ciężkie żarty (często z aluzjami na temat seksu) oraz gagi typu przyklejenie kogoś do ściany. Śmiechu tu jak na lekarstwo, a najczęściej pojawiającą się odpowiedzią widza na kolejne „komediowe” kadry jest zażenowanie. Zdecydowanie nie tego powinno nam dostarczyć typowe kino rozrywkowe. W kontekście tej najnowszej produkcji Chrisa Addisona tym bardziej szkoda, że z tak kontrastowych osobowości głównych bohaterek można by wycisnąć o wiele więcej i oprzeć cały humor filmu zwyczajnie na różnicach w charakterach i sposobie życia obu pań.

Niestety twórcy nie poszli w tę stronę, pomimo, że zdecydowali się przerysować postaci Josephine i Penny. Zarówno Anne Hathaway, jak i Rebel Wilson tworząc swoje bohaterki postanowiły maksymalnie uwypuklić ich najbardziej charakterystyczne cechy, co spowodowało, że w którymś momencie seansu gra obu pań staje się ciężkostrawna. Ich zachowanie zamiast wywołać chociażby uśmiech staje się denerwujące, a rozpisane przez scenarzystów dialogi sztuczne. Aktorek nie ratuje nawet ich warsztat, który przecież pokazały w innych produkcjach. Wy za to macie jeszcze szansę uratować się przed startą czasu i pieniędzy wybierając w kinie inny film niż „Oszustki”.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
brat
Brat – recenzja
spring
Spring Breakers – recenzja
dzikiehistorie
Dzikie historie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*