onoAmbitne kino o klonowaniu ludzi? Połączenie dramatu z s-f? To jest możliwe, jednak w wykonaniu Benedeka Fliegaufa, reżysera Łona, jest to dość nużące rozwiązanie.

Życie Rebeki (jak zwykle piękna Eva Green) załamuje się. Jej znajomy z dzieciństwa, Thomas, ginie w wypadku. Ich wspólna fascynacja trwała krótko. Za krótko. Kobieta jednak nie poddaje się. Postanawiam urodzin jego klona. Z czasem jej „twór” zaczyna dojrzewać.

Powyższy opis mógłby świadczyć o tym, że Łono to produkcja spod znaku s-f. I zakończy się krwawym atakiem klona na Nowy Jork. Nic z tego. To tradycyjny dramat, w dodatku dość nudny. Jak widać wyjściem są pytania o egzystencję – kim jest człowiek? Kim jest klon? Co to człowieczeństwo? Jak daleko można się posunąć? I te pytania zostają. Reżyserowi jednak brak argumentów do odpowiedzi.

Niektórych może nieco denerwować wszechobecny minimalizm. W dialogach, zdjęciach. To z jednej strony podbudowuje nastrój, z drugiej robi z filmu nużąc, przepoetyzowaną historyjkę. Z drugiej strony na pewno atutem tej produkcji jest strona wizualna. Stonowane barwy, dość specyficzna aura, plenery. Proste kadry. I jak tu zadowolić wszystkich? Nie da się.

Łono mogłoby być filmem dobrym. Jest niestety obrazem dość przeciętnym. Mimo, że dość długo trzyma w napięciu, to z czasem te napięcie spada, a twórcy gubią się. Coś nie tak jest ze scenariuszem, który rozpada się. I żal, że reżyserowi zabrakło chociażby kilku mocnych argumentów. Bo tłumaczenie – niech widz sam do tego dojdzie, to tłumaczenie dość naiwne. A szkoda.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
bardzoposzukiwanyczlowiek
Bardzo poszukiwany człowiek – recenzja
shrekforever
Shrek Forever – recenzja
niezgodna
Niezgodna – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*