zniwaDebiutancki film Benjamina Cantu. I jak to z debiutantami bywa reżyser nie do końca zdecydował o czym ta opowieść w gruncie rzeczy ma być, a także niewiele zadziałał w sferze emocji przekazywanej przez bohaterów.

W XXI wieku odcinamy się od wiejskich korzeni, z których wielu z nas się wywodzi. Jednak garstka osób pozostaje na roli, oporządza bydło czy też sieje zborze. Gdzieś w okolicach Berlina grupka młodych adeptów rolnictwa przygotowuje się do zdobycia zawodu. Całość przedstawiona jest z iście realistyczną precyzją niespiesznie prezentując zapomniany nieco kult pracy fizycznej – czy to nawadnianie pól, segregowanie marchwi czy też znaczenie bydła. Jeden z uczniów, Marko, to typowy outsider. Po pracy wraca do domu, nie spotyka się z innymi, nie pije alkoholu. Wszystko zmienia się za sprawą nowego – Jacoba, z którym się zaprzyjaźnia. A przyjaźń ta przerodzi się w coś nieco większego.

Żniwa to z jednej strony opowieść o etosie pracy, długie sceny prezentujące prace rolników we współczesnych gospodarstwach, z drugiej strony to historia osamotnienia, nie tylko Marko czy Jacoba, ale także innych uczniów czy rolników, a tak naprawdę gdzieś na końcu to rzecz o zakazanej miłości.

Niestety Benjamin Cantu, który jest także scenarzystą tej produkcji, popełnił jeden kardynalny błąd. W Żniwach brak emocji, brak napięcia pomiędzy bohaterami. Nic nie przekazują widzom. To tylko suche, naturalistyczne pokazanie zmęczonego świata rolników pracujących od rana do wieczora – a romans? Romans, który tak naprawdę rozpoczyna się pod sam koniec tej opowieści, wydaje się dodatkiem dzięki któremu możemy obraz ten przypisać do kina LGBT.

Reżyser zbytnio pragnął zaprezentować realizm tej historii w sferze wiejskich prac, za mało skupił się na rysach bohaterów. Tak powstał film, który obejrzeć możemy z dużą dozą poczucia braku sytości na koniec seansu.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
koriolan
Koriolan – recenzja
daas
Daas – recenzja
meskierotyk
Męski erotyk – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*