nigdycietuniebylo2„Nigdy Cię tu nie było” w reżyserii Lynne Ramsay to nagrodzona w Cannes (Złota Palma w kategorii Najlepszy scenariusz oraz Najlepszy aktor) produkcja, która absolutnie nie jest tym, czym z początku się wydaje. Film ten reklamowany jest jako thriller (i tak też jest przedstawiany w zwiastunie), ale jeśli myślicie, że na sali kinowej dostaniecie konwencjonalną, pełną akcji opowieść o poszukiwaniach córki senatora przez byłego wojskowego to jesteście w błędzie. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że w „Nigdy Cię tu nie było” nie znajdziecie wartkiej akcji i schematycznej perspektywy przeciętnego thrilleru. Ramsay w swoim najnowszym dziele stawia na portret psychologiczny głównego bohatera – Joe (Joaquin Phoenix) i jego przeżycia, zaczepiając przy okazji o kilka powszechnych tematów. Stąd też historia nie ma zawrotnego tempa, a rozwija się powoli. Sam zaś główny wątek o poszukiwaniach córki senatora jest banalny w swej prostocie i ma drugorzędne znaczenie. Niektórzy zarzucają wręcz tej produkcji, że nie posiada ona fabuły.

Ale tak naprawdę wspomniany wątek jest tu tylko pretekstem do pokazania walki człowieka z jego własnymi demonami, zrozumienia czy też poznania wydarzeń, które ukształtowały taką osobowość oraz trochę do ukazania brudów i zepsucia dzisiejszego świata. Należy zauważyć bowiem, że tocząca się w filmie fabuła jest oderwana od świata zewnętrznego. Teoretycznie wszystkie zbrodnie, których dokonuje główny bohater, ale też pozostałe postaci, nie mogą przejść bez echa w społeczeństwie, a jednak po seansie nie wiemy czy ktoś został aresztowany, czy mówili o tym w wiadomościach i co dalej stało się z Joe. Nie wiemy, bo  nie to jest najważniejsze. „Nigdy Cię tu nie było” jest kinem psychologicznym, dramatem egzystencjalnym głównego bohatera, (a nie thrillerem do jakich jesteśmy przyzwyczajeni) i to te warstwy mają tu pierwszeństwo.

Konsekwencją tego wszystkiego jest fakt, że na ekranie zobaczycie retrospekcje do dzieciństwa Joe, migawki z jego wyobrażeniami, czy sceny obrazujące jego aktualny stan psychiczny. Momentami jest tego tyle, że można pogubić się w wyobrażeniach i realnych zdarzeniach. Samych zaś kadrów z poszukiwań dziewczynki – córki senatora, nie ma tak wiele. To wszystko pokazane jest raczej w refleksyjnym i momentami, dzięki oprawie muzycznej, niepokojącym klimacie. Jednocześnie, mimo iż na ekranie leje się trochę krwi, od czasu do czasu jest brutalnie (są postrzały i dźgania nożem) to ta brutalność nie kłuje nas w oczy. Ba, obraz jaki stworzyła Lynne Ramasay ma w sobie coś artystycznego. Dzięki odejściu od klasycznego rozwijania akcji film nas intryguje i ciężko przejść obok niego zupełnie obojętnie. To na pewno jedna z tych produkcji, która podoba się lub nie, a cegiełkę do tego dokłada odtwórca głównej roli, czyli Joaquin Phoenix.

W tym miejscu trzeba przyklasnąć jury w Cannes i docenić Phoenixa, gdyż „Nigdy Cię tu nie było” to faktycznie spektakl jednego aktora. Z uwagą ogląda się go jako gburowatego, twardego, po traumatycznych przeżyciach, a jednak z jakimś kręgosłupem moralnym człowieka. Joaquin zazwyczaj mocno angażuje się w postać, którą tworzy i to widać również w tej produkcji. Produkcji oryginalnej, którą warto sprawdzić, by przekonać się czy to rodzaj oryginalności, którą kupujemy. Chyba, że jesteście nastawieni na klasyczną, krwawą jatkę, którą może sugerować trailer – wtedy na pewno odradzam seans.

nigdycietuniebylo

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
faceciwczerni3
Faceci w czerni 3 – recenzja
turysci
Turyści – recenzja
discopolo
Disco Polo – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*