niewygodnaprawdaCałkiem niedawno na ekranach kin oglądaliśmy bardzo dobry (nagrodzony Oscarami), a co ważniejsze poruszający istotny temat, dziennikarski thriller – „Spotlight”. Grupa reporterów prowadziła tam śledztwo w sprawie pedofilii wśród księży. Film nie tylko trzymał widza w napięciu i ciekawości, ale również w wyważony sposób dawkował informacje nie podając nam wszystkiego na tacy. Teraz mamy okazję wybrać się na kolejną produkcję z dziennikarskim śledztwem na pierwszym planie – film „Niewygodna prawda” w reżyserii Jamesa Vanderbilta. Czy ten obraz, podobny stylem do „Spotlight”, jest równie udaną produkcją?

Niewątpliwie oba obrazy to filmy czerpiące historię z życia. W dramacie Vanderbilta dwójka dziennikarzy stacji CBS: Mary Mapes (Cate Blanchette) oraz Dan Rather (Robert Redfort) dociera do dokumentów sugerujących, że wojskowa kariera George’a W. Busha wyglądała inaczej niż wiadomo oficjalnie, a ubiegający się właśnie o reelekcję prezydent dzięki rodzinie uniknął kiedyś wojny w Wietnamie. Reporterzy próbują dowieść swojej tezy, ale wskutek pośpiechu przy publikacji reportażu niedokładnie sprawdzają źródła swoich informacji, przez co opinia publiczna i środowisko prezydenta mocno kwestionują wiarygodność przedstawionych przez nich dokumentów.

Choć sam punkt wyjściowy fabuły brzmi świetnie to jednak reżyser nie wykorzystuje jego potencjału i z każdą kolejną minutą seansu przekonujemy się, że „Niewygodna prawda” to kinowy przeciętniak. Produkcja ta to dramat biograficzny, w pełni oparty na jednostronnej relacji Mary Mapes, skupiający się głównie na dziennikarskim rzemiośle oraz konsekwencjach dziennikarskiego błędu. Nie znajdziecie tu więc szerszego kontekstu całej sprawy, ani informacji, że rewelacjami o Bushu zajmowało się, oprócz stacji CBS, wiele innych mediów. Zamiast tego z ekranu wielokrotnie usłyszymy o wartościach, które powinny rządzić reporterskim fachem i o docieraniu do prawdy. Niestety morały te podane nam są ze sporą dawką patosu podkreślonego wzniosłą muzyką, jak chociażby w scenie, gdy reportaż Mapes i Rathera po raz pierwszy puszczany jest na antenie, a podniosłość momentu, razem z większością Amerykanów, odczuwa nawet siedmioletnie dziecko.

Przeciętna i trącąca dydaktyzmem warstwa fabularna nie jest jedyną bolączką „Niewygodnej prawdy”. Reżyser nie wykorzystał również w pełni obsady aktorskiej. O ile najwięcej do powiedzenia i pokazania ze swojej postaci miała Cate Blanchette (i może nie wyszło jej to wybitnie, ale bardzo dobrze i przyjemnie się ją oglądało), o tyle największym rozczarowaniem była Elisabeth Moss, która w tej produkcji dostała niewielkie pole manewru.

Żeby jednak być sprawiedliwym należy wspomnieć, że w „Niewygodnej prawdzie” pojawiły się też ciekawsze, a przede wszystkim bardzo prawdziwe refleksje o tym, że w dzisiejszych czasach wiele kwestii zostaje zakrzyczanych przez opinię publiczną skupiającą się na detalach, a samo sedno sprawy często znika nam z oczu. Szkoda wielka, że te przemyślenia giną pod tymi patetycznymi o wartościach zawodu dziennikarza. Gdyby bowiem uwypuklić ten wątek obraz miałby dużo większy zadatek na wciągający film z górnej półki, a tak pozostaje jedną z tych produkcji, która po obejrzeniu nie zagości dłużej w naszej pamięci.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wedrowki
Wędrówki z dinozaurami – recenzja
niedokonczonyfilm
Niedokończony Film – recenzja
duke
Duke of Burgundy. Reguły pożądania – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*